Recenzja filmu "Dusigrosz": ****

Boon grywa ostatnio w komediach, których pomysł polega z grubsza na tym, że bierze się jakąś przypadłość charakteru czy psychiki i doprowadza ją do ekstremum: tak było z hipochondrią w „Przychodzi facet do lekarza”, tak jest teraz ze skąpstwem.

Tego rodzaju komedie obciążone są z góry pewną monotonią (powtarza się w różnych wariantach jeden numer), zamieniają też swoich bohaterów w postacie karykaturalne, mogą być jednak bardzo śmieszne. „Dusigrosz” taki bywa.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.