Recenzja filmu "Jak Bóg da": ****

Tommaso, wybitny kardiochirurg, ale arogant i despota (tak w pracy, jak w domu) jest bardzo niezadowolony, gdy jego syn Andrea, student medycyny, wyznaje mu, że zamierza poświęcić życie Bogu. Szukając przyczyn tego radykalnego kroku Tommaso odkrywa, że mentorem Andrei jest bardzo nieortodoksyjny ksiądz, równiacha w sutannie, były kryminalista...

Przyjemna niespodzianka. Gdy dowiedziałem się, ze ma to być „komedia religijna”, to nie powiem, żebym leciał na pokaz na złamanie karku, a tymczasem film okazał się autentycznie zabawny. Jego komizm nie zasadza się wprawdzie na kreowaniu uciesznych sytuacji, a raczej na dowcipnych dialogach (czuje się tu teatralny rodowód reżysera), ale co z tego? Niektóre kwestie są trafione w punkt.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.