Hugh Grant, weteran komedii romantycznych teraz gra męża Meryl Streep w "Boskiej Florence". Jego St Clair Bayfield naprawdę kocha swoją żonę. Pobłaża jej i zrobi wszystko, aby spełnić jej marzenie. Co z tego, że od czasu, do czasu zdarza mu się skoczyć w bok. Uroczemu Anglikowi wszystko się wybacza. Nawet role w kiepskich filmach, których w filmografii Granta nie brakuje. Choć trzeba mu oddać, że nawet najgorszy gniot zyskuje dzięki jego wdziękowi i spojrzeniu smutnego spaniela.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.