O Margot Robbie, australijskiej piękności, jest teraz głośno. A to za sprawą roli Harley Quinn w „Legionie samobójców”, filmie o czarnych charakterach, które muszą ratować świat. Krytykom komiksowy miks ze świata DC nie bardzo się podoba. Ale zgodnie przyznają, że to właśnie Robbie - jako nieprzewidywalna, szalona, obdarzona przewrotnym poczuciem humoru dziewczyna Jokera - jest jego najjaśniejszym punktem.

Ale bieganie w przykrótkich szortach z kijem bejsbolowym w garści to nie wszystko na co stać Robbie, która wpadła widzom w oko już wcześniej, w obsypanym nagrodami „Wilku z Wall Street”, gdzie urzekała urodą u boku Leonarda DiCaprio. Zaraz potem zagrała jednak w trudnym i ponurym „Z jak Zachariasz”, dźwigając akcję postapokaliptycznego dramatu psychologicznego i spychając w cień dwójkę pozostałych aktorów – Chrisa Pine’a i Chiwetela Ejiofora.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.