Recenzja filmu "Złe mamuśki": ****

Jak wiadomo, macierzyństwo to nie rurki z kremem. Wie o tym doskonale Amy Mitchell – na pozór idealna młoda żona i mama dwójki sporych urwisów. Dzień w dzień kobieta łączy obowiązki perfekcyjnej pani domu z przebojową bizneswoman, niańką, kochanką, kucharką i kierowcą. Jednak utrzymywanie cukierkowych pozorów zbyt dużo ją kosztuje, a leniwy mężuś jest bardziej jak trzecie dziecko, niż dorosły partner.

Zainspirowana przez nowe koleżanki Amy postanawia wyzwolić się z kieratu. Kusa kiecka i pożegnanie z facetem to ledwie czubek góry lodowej – etatowa mama przede wszystkim odkrywa, że odrobina luzu matkom służy, a nie szkodzi. Tej rewolucji nie mogą znieść zapięte pod szyje paniusie ze szkolnego kółka rodzicielskiego, które swoją władzę budują na zastraszaniu innych mam widmem nieperfekcyjności. Z całą skonsumowaną z bezglutenowymi ciastami siłą rozpoczynają misję zniszczenia Amy.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.