Recenzja filmu "Legion samobójców": ***

Rozczaruję tych, którzy spodziewali się rewolucji. Na takie niegrzeczne kino pozwalał wyjściowy pomysł o drużynie zwyrodnialców, złodziei i psychopatów wysyłanych na straceńcze misje z obietnicą skrócenia wyroku – jeśli oczywiście przeżyją. 

David Ayer podszedł do tematu po bożemu, trzyma się schematów, a przy tym powiela błędy superbohaterskich produkcji. Ale spokojnie: Warner Bros. z DC Comics odbijają się od dna, jakie osiągnęli filmem „Batman v Superman. Świt sprawiedliwości”. Przede wszystkim za sprawą bohaterów, a właściwie jednej bohaterki. Bez Margot Robbie w roli wyzywającej Harley Quinn z „Legionem samobójców” byłoby kiepsko. Nazywanie tej postać dziunią Jokera sporo upraszcza, choć daje już pewne pojęcie o tym, z kim mamy do czynienia. Piękna pani psychiatra po kąpieli w kwasie stała się równie słodka, co niebezpieczna i nieobliczalna. A do tego ma pokręcone poczucie humoru. Brawurową kreacją Robbie kradnie show. 

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.