Recenzja filmu "Nie ma mowy!": ****

Młoda wdowa chce napisać biografię zmarłego męża, kultowego folkowego muzyka. Pomoże jej w tym nowojorski akademik, pasjonat twórczości artysty. Czy początkowa niechęć tej dwójki przerodzi się w sympatię, może coś więcej?

Film Mewshawa zaskakuje. Z historii Hannah (Hall) i Andrew (Sudeikis) łatwo byłoby zrobić przewidywalne, tandetne romansidło spod znaku „kto się czubi ten się lubi”. Zamiast tego widz dostaje zniuansowaną historię o żałobie, tęsknocie, niespełnieniu, zaufaniu, rodzinie. Dopiero dalej pojawiają się tematy bliskości, miłości.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.