5/7
zamknij < >
Zdjęcie numer 5 w galerii -

Fot. archiwum prywatne Teresy Partyki

Tadeusz Partyka
  • Zdjęcie numer 1 w galerii
  • Zdjęcie numer 2 w galerii
  • Zdjęcie numer 3 w galerii
  • Zdjęcie numer 4 w galerii
  • Zdjęcie numer 5 w galerii
  • Zdjęcie numer 6 w galerii
  • Zdjęcie numer 7 w galerii
Komentarze
Moja babcia jako świeżo upieczona polonistka pracowała z koreańskimi dziećmi przez rok, na początku programu pomocy. Wspominała ten czas jako straszny - dzieci ani nie rozumiały wychowawców, ani nie mogły im nic zakomunikować, w dodatku nie dawały się też dotknąć czy przytulić. Bardzo trudno było nawiązać jakikolwiek kontakt, co powodowało frustrację i długotrwałe przygnębienie. Jeśli dorośli, wykształceni ludzie mieli problemy ze znalezieniem się w takiej sytuacji, trudno mi wyobrazić sobie, co czuły te dzieci, zarówno po przyjeździe do Polski, jak i powrocie do Korei...
już oceniałe(a)ś
117
1
Na Dolnym Slasku bylo duzo takich grup-byli nawet Zydzi ktorzy przezyli Holocaust i probowali tam odrodzic ich przedwojenna kulture-oczywisci szybko to powstrzymano. A w Zgorzelcu bardzo ladnie zrobiono Bulwar Grecki nad Nysa Luz.-spacerowali tam Grecy-uciekinierzy wojny domowe w Grecji-do ktorej Polska tez sie walnie przyczynila, szmuglujac tam bron. Wszystkie te grupy albo Polske opuscili, albo rozplyneli sie po swieci. Po prostu to nie jest kraj dla mniejszosci....
@sedaluk "Po prostu to nie jest kraj dla mniejszosci...." Sz.P. jad nienawiści spływa po brodzie. Kto z tego Narodu wyrzucał opisanych przez Sz.P. ? Być może Sz.P. to czynił lub jego Rodzic
już oceniałe(a)ś
15
39
@sedaluk Niektórzy Grecy i Greczynki zostali w Polsce, zawarli związki małżeńskie ze Słowianami czasami odwiedzajaswoje rodziny w Grecji.
już oceniałe(a)ś
8
0
Ja osobiscie pamietam koreanskie dzieci skoszarowane w Barlinku kolo Szczecina. To byl chyba rok 1955.
już oceniałe(a)ś
37
0
Oglądałam reportaż nt. koreańskich sierot z Lwówka Śląskiego. Wypowiadali się nauczyciele, którzy byli wychowawcami tych dzieci. Łza się w oku kręciła. Dzieci były w Polsce szczęśliwe. Jednak po powrocie do Korei nie wolno im było już wysyłać listów, więc słuch po nich zaginął.
już oceniałe(a)ś
29
0
Byłem w tamtych latach w Szklarskiej Porębie w prewentorium ( turnusy dla dzieci stykających się z gruźlicą)i stykałem się z Koreańczykami. Chodziliśmy dużą grupą bawić się na boisko piłkarskie i tam spotykaliśmy dużą grupę dzieciaków z Korei. Chętnie z nami się bawili "w kamienie" - grę, w której byli mistrzami, rozgrywaliśmy "międzynarodowe"mecze piłki nożnej, bawiliśmy się po prostu. Nienawidzili amerykańskich imperialistów. Tak to zapamiętałem. A Prewentorium dla dzieci było im. Janka Krasickiego i Hanki Sawickiej.
już oceniałe(a)ś
21
0
Koreańskie dzieci w Polsce w czasach mojego dzieciństwa nie były tajemnicą. Odnoszę dzisiaj wrażenie, że ówczesna propaganda chwaliła się pomocą udzielaną bratniej Korei. Jako dziecko czytałam reportaże na ten temat bogato ilustrowane zdjęciami w tygodnikach kupowanych wówczas przez moich rodziców - niestety dzisiaj nie odtworzę w których. Rodzice kupowali m.in."Świat", "Przekrój", "Przyjaciółkę". Było też coś na ten temat w tygodnikach dla młodszych lub starszych dzieci "Płomyczku" albo "Płomyku". Ostatnia wzmianka w tygodniku dla dzieci ukazała się kilka lat po wyjeździe Koreańczyków. A z reportaży o Koreańczykach w tygodnikach dla dorosłych pamiętam,że jeden z domów dziecka mieścił się w okolicach Ciechanowa.
@jmzubek Jasne, że nie były żadną tajemnicą. Teraz, w Polsce Nieludowej, fantazja rodem z indoktrynacji politycznej wodę z mózgów ludziom porobiła... Opowiadają głupoty, wypisują głupoty i, co jest najbardziej komiczne, wierzą w nie nieporównanie bardziej niż w Boga Ojca... (no bo jak tu zwątpić w siebie samego, choć ogłupionego?).
już oceniałe(a)ś
5
2
No właśnie, "wszyscy o tym milczeli" twierdzi niedouczona dziennikarka. Tymczasem w PRL z dumą pisano o tym jak humanitarnie pomagamy koreańskim sierotom wojennym.
już oceniałe(a)ś
4
4
czy jest gdzieś dostępny podcast z audycji nadanej w TOK FM - z rozmowa z autorką ?
www.youtube.com/watch?v=pQBGtF5zQN4 Tutaj jest reportaz o tamtych wydarzeniach.
już oceniałe(a)ś
1
0
W 1953 roku trafiłem d łntorium w Witkowicach k.Krakowa,gdzie mieścił się duży szpital leczenia jaglicy na którętyą zachorowałem.Ośrodek ten był obiektem zamkniętym.Jako pięcioletnie jako pięcioletnie dziecko zapamiętałem przyjazd do ośrodka grupy dzieci koreańskich w wieku od 4 może 5 lat do kilkunastu lat.Przybyły latem tego roku.Przywieziono je dwiema platformami konnymi.Wszyscy mieli na sobie jednakowe granatowe ubranka.Każde miało brązową,kartownową walizeczkę a wniej szczokę ryżową.To zapamiętałem.Przyjęci byli bardzo serdecznie.Pierwsze noce spędziliśmy z nimi na wspólnych salach.Utkwiłymi w pamięci ich krzyki i płacz w nocy,prawdowpodobnie spowodowane traumą wojenną.Nie byliśmy od nich oddzieleni.Bawiliśmy sie wspólnie.Jak to u dzieci,nie przeszkadała nam nieznajomość języka.Kiedy tylko p[ojawiały się w pobliżu zatrudnione w ośrodku kobiety.szczególnie małe Koreanki biegły do nich z okrzykiem-mama.W pobliżu znajdowało się prawdopodobnie lotnisko.Przy pojwieniu sie samolotu dzieci koreańskie wpadały w panikę.Personel kobiecy w ośrodku okazywał tym dzieciom wiele serca.Największą ulubienicą była dziewczynka którą nazwanoJagiełką.Wyjechałem z Witkowic zimą .Nie wiem nic na temet dalszego losu tych dzieci.Jednak w pamięci mojej pozostały.
już oceniałe(a)ś
3
0
Więcej tematów
Wiadomości z kraju
Wiadomości ze świata
Tylko Zdrowie
Sport
Kultura
Gospodarka