Tatarzy z Krymu marzą o Polsce i spokoju

Joanna Klimowicz, Jędrzej Wojnar
10.09.2015 15:59

Zeineb i jej mąż Aleksander Ławryszew uciekli z Krymu. Mieszkają teraz w Białymstoku. Zeineb jest Tatarką, Aleksander - Ukraińcem. Mają trzyletnią córkę Elizę. Ich syn Bogdan chodzi do drugiej klasy szkoły podstawowej. Bogdan jest tam jedynym uczniem cudzoziemskim, ale mówi już po polsku bez akcentu. W szkole mu się podoba, ma kolegów.

Aleksander jest z wykształcenia ekonomistą. W Jałcie pracował w sanatorium, był prawą ręką szefa. Dobrze zarabiał - zimą 600 dolarów, jesienią i wiosną - 1000, a latem, w szczycie sezonu turystycznego - 2 tys. dolarów. Zeineb jest felczerką, pracowała w przedszkolu, a także jako pielęgniarka. Ich kłopoty zaczęły się wraz z Majdanem Wolności. Obydwoje opowiedzieli się za jednością Krymu z Ukrainą. Wkrótce zaczęły się szykany. Gdy poszli wymieniać paszport Zeineb, milicjanci zwrócili uwagę na jej tatarską narodowość i wściekli chcieli podrzeć dokument. Zaczęły się anonimowe telefony: głuche albo z pogróżkami.

15 marca 2014 roku cała rodzina wyjechała do rodziców Zeineb, na pograniczu. Ale i tam stawało się coraz niespokojniej, a na dodatek groźby nie ustawały - także przez telefon stacjonarny. Ostatecznie Zaineb wraz z mężem postanowili uciekać do Polski, bo słyszeli, że nasz kraj oferuje pomoc uchodźcom z Krymu. Odmówiono im azylu. Obecnie toczy się procedura odwoławcza. Zeineb i Sasza marzą o stabilizacji, o zalegalizowaniu pobytu w Polsce. O naszym kraju mówią: - Podoba nam się tu, nie chcemy ruszać dalej.

Zobacz też: Tak konkretnie możesz pomóc uchodźcom

Z powodu wyjątkowo agresywnych treści propagujących przemoc, sprzecznych z prawem, wzywających do nienawiści rasowej, etnicznej i wyznaniowej, zamykamy możliwość komentowania pod naszymi tekstami o uchodźcach.
Wygląda na to, że Zachód, a więc i Polska, nie wie, jak pomóc ofiarom wojny w Syrii. Nie rozumiemy, co tam się dzieje, boimy się islamskich terrorystów. Ale uchodźców jest coraz więcej. Ich problem sam się nie rozwiąże. Europa mówi, że przyjmie ich 100, może 200 tysięcy. Ilu może i powinna przyjąć Polska? Jak im pomóc? Jak ich przyjąć, żeby dobrze się u nas odnaleźli? Czekamy na Wasze listy, podpisane imieniem i nazwiskiem, najciekawsze opinie opublikujemy w wydaniu papierowym 'Wyborczej' i w internecie na Wyborcza.pl: listy@wyborcza.pl

Więcej tematów
Wiadomości z kraju
Wiadomości ze świata
Tylko Zdrowie
Sport
Kultura
Gospodarka