Koń, któremu uratował życie wygrał największą gonitwę w Indiach. Kowal, filozof i sokolnik spod Lubartowa

Igor Nazaruk, Paweł Głogowski
10.01.2018 10:05

Mariusz Wojciechowski jest kowalem z powołania. Od szóstego roku życia jeździ konno, od dwudziestu lat kuje konie. Ale dopiero praktyka u Józefa Antczaka, mistrza kowalstwa, mentora i przyjaciela sprawiła, że stał się specjalistą od 'przypadków niemożliwych'. Konie, które uratował trudno zliczyć. Wojciechowski za swoim mistrzem powtarza: Nie ma znaczenia, czy kuje konia za sto tysięcy euro, czy za sto złotych kupionego z rzeźni. Koń to koń. Taką samą ma budowę, takie same ma nogi.
Dziś kuje konie na całym świecie od Nowego Sącza po Emiraty Arabskie i Indie, ale jego drugą wielką pasją są noże, w które wkłada duszę. Każdy z nich jest spersonalizowany, tworzony pod konkretnego człowieka. Najpierw trzeba określić do czego ma być nóż, później z czego, następnie wykonać pomiary ręki, żeby dopasować rękojeść.
A dlaczego hoduje ptaki? Ze stoickim spokojem Mariusz Wojciechowski mówi: 'Ptak nie kocha, nie lubi, nie przywiązuje się. Masz jedzenie? W porządku. Nie masz jedzenia? Spadaj'. Serce i duszę woli poświęcić nożom.

Więcej tematów
Wiadomości z kraju
Wiadomości ze świata
Tylko Zdrowie
Sport
Kultura
Gospodarka