Dlaczego z miliona żydowskich dzieci II wojnę światową przeżyło tylko 5 tysięcy? Kim był mały szmalcownik, który tropił swoich rówieśników uciekających z getta? Dlaczego łatwiej było poprosić kogoś o przechowanie czołgu pod dywanem niż o przenocowanie jednego żydowskiego dziecka? Anna Bikont, laureatka Europejskiej Nagrody Książkowej za 'My z Jedwabnego', wydała niedawno biografię polskiego symbolu sprzeciwu wobec zła - Ireny Sendlerowej. Czy naprawdę ta Sprawiedliwa wśród Narodów Świata uratowała w trakcie wojny 2,5 tys. żydowskich dzieci? Jaka była naprawdę? Włodzimierz Nowak rozmawia o mitach i legendach narosłych wokół polskiej bohaterki z autorką 'Sendlerowej. W ukryciu'.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
@drabinka
2000,2001, a moze 1900.Ratowala kogo sie dalo, byl to caly lancuch ludzi dobrej woli.Pracowala dla tej idei w czasie okupacji i po wojnie. I tego nie mozna jej odebrac. Nazwiska przechowywane w sloiku, czy butelce? jakie to ma znaczenie. czy dokladnie pamieta sie slowa wypowiedziane przed kilkudziesieciu laty. Straszna rzeczywistosc i jakze wzruszajace historie i ludzie. To zapamietalam po przeczytaniu tej niezwykle ciekawej ksiazki.
już oceniałe(a)ś
8
0
Jestem po kilkudniowej lekturze książki Anny Bikont o Irenie Sendlerowej. Autorka z niebywałą pieczołowitością i odwagą, z zastosowaniem świetnego warsztatu badawczego prześledziła to, co za sprawą Sendlerowej i przy jej udziale sprawiło, że ratowano DZIECI POLSKIE pochodzenia żydowskiego od pewnej śmierci w getcie - niestety, bez pewności, ze będzie to ratunek ostateczny. Zrobiła to z ogromnym szacunkiem,ale i przekonaniem, ze odbrązowienie tej postaci nie zaszkodzi sprawie bohaterstwa , jakiego wymagał KAŻDY r ludzki gest okazany prześladowanym, co więcej pokazała jakimi nie do końca zrozumiałymi drogami chadza podejmowanie trudnych decyzji, jak skomplikowane są ścieżki życiowe każdego z nas i w końcu, ze Irena Sendlerowa miała, obok niebywale heroicznego okresu swego życia, także momenty, które pokazują jej słabości jako człowieka. I taką rozumiem lepiej, bo dzięki mrówczej i niebywale odważnej (co podkreślam po raz drugi) pracy Anny Bikont zobaczyliśmy kobietę wielowymiarową, sprowadzoną z cokołu i posadzoną z nami przy stole, abyśmy mogli z dzisiejszej perspektywy zobaczyć okrutne realia ratowania okruchów świata mordowanego w okupowanej Warszawie.
Ostatnie słowa książki poprzedziło oglądanie zjazdu narodowców w Warszawie. Było to przerażające doświadczenie. I na jego marginesie myślę, ze lektura tej książki powinna być obowiązkowa (z esejem napisanym po jej zakończeniu) dla wszystkich tzw "prawdziwych Polaków" ryczących rasistowskie hasła podczas swoich sabatów.
już oceniałe(a)ś
7
0
Liczba jest kompletnie nieistotna dla oceny Ireny Sendler jako człowieka. Ale jest istotna dla naszego stosunku do historii. Albo będziemy traktować historię jako propagandę albo jako dążenie do prawdy. Była taka seria s-f Orsona Scotta Carda, która zaczęła się od Gry Endera. W późniejszych tomach występuje pojęcie mówcy umarłych. Była to osoba, która po śmierci człowieka zbierała jego historię i na spotkaniu będącym rodzajem stypy ją opowiadała. Historię prawdziwą, bez upiększeń i pominięć. Beż żadnego kontekstu religijnego - po prostu opowiadała prawdę o tym kto odszedł. Zazwyczaj było to tak, że ktoś z bliskich zapraszał takiego mówcę, inni się przeciwko temu buntowali, ale ostatecznie takie podsumowanie dawało ukojenie i możliwość zamknięcia tego etapu. Wydaje mi się to bardzo terapeutyczne. Z kolei myślenie propagandowe o historii pewnie wynika z kompleksów, lęku co można w niej odkryć i oporu przez akceptacją faktów.
już oceniałe(a)ś
5
1
Bikontowa ma rację - 2,5 tys. w wykonaniu 1 osoby (Sendlerowej) to raczej niemożliwe.
już oceniałe(a)ś
4
2
`