Ilość materiału, krótki czas nauczania i organizacja pracy szkoły sprawiają, że nauczanie przedmiotów przyrodniczych w liceum przypomina bardziej kurs przygotowawczy do matury. Czy w takich warunkach jest w ogóle możliwe nauczanie w taki sposób, by uczeń do tego zainteresował się przedmiotem?

- Nie da się dobrze uczyć przedmiotów przyrodniczych bez kontaktu z przedmiotem poznania, czyli przyrodą. Dlatego też musieliśmy wyjść ze szkoły - mówi Katarzyna Czeczot-Łukasik, nauczycielka geografii i przyrody w 64. LO im. Witkacego w Warszawie. Ze swoimi uczniami realizuje niestandardowe praktyki edukacyjne: od wycieczek na lodowisko, gdzie podczas jazdy na łyżwach przygotowywane są referaty o sportach zimowych, po badania terenowe w polskich parkach narodowych.
Czy to sprawiło, że warszawskie Liceum Ogólnokształcące uzyskało oficjalny status szkoły eksperymentalnej? Co to oznacza dla uczniów - tych, którzy już uczą się w tej szkole oraz dla tych, którzy myślą o przeniesieniu się do niej?
Więcej w rozmowie Katarzyną Czeczot-Łukasik w 'Pokoju nauczycielskim' Olgi Woźniak.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Pierwszy grzechem głównym, jeżeli chodzi o nauczanie przedmiotów przyrodniczych, jest systematyczne rugowanie prawdziwego eksperymentu.

Obrazki w podręcznikach są śliczne. ZAWSZE.
Fenoloftaleina barwi się na nich na malinowo (chyba, że grafik był daltonistą). Płatki róży poddane działaniu SO2 odbarwiają równiutko i bez zbędnej zwłoki. Itd..
To samo z filmami edukacyjnymi. Czy ktoś widział dołączony do podręcznika filmik, w którym się NIE UDAŁO?
Symulacja komputerowa daje trochę większe pole manewru. Ale nawet, jeśli świadomie zaburzymy warunki wejściowe to i tak symulacja zadziała zgodnie oczekiwaniami. ZAWSZE.

Tymczasem prawdziwy, własnoręcznie wykonywany eksperyment, ma to do siebie, że wychodzi albo i nie.

W prostym zadaniu, w rodzaju "kulka na równi pochyłej" nie bardzo jest co zepsuć. Chyba, że eksperymentator ma dwie lewe ręce. Jednak w złożonym eksperymencie fizycznym lub chemicznym nie jest już tak prosto. Najpierw trzeba to doświadczenie przemyśleć, zaprojektować i zestawić sprzęt. Potem, zwykle coś dokładnie zmierzyć, coś zważyć, w trakcie przypilnować paru niezależnych zmiennych. Na to wszystko nałożą się jeszcze czynniki losowe...
Nawet wysokie kompetencje (wiedza + doświadczenie) operatora nie gwarantują sukcesu. Eksperymentując trzeba być przygotowanym, że uda się dopiero druga czy kolejna próba. A może nawet nie udadzą się wcale i trzeba będzie wrócić do korekty początkowych założeń.

W każdym przypadku, umiejętność wyciągnięcia wniosków z porażki i znalezienia odpowiedzi na pytanie "Dlaczego nie wyszło?", bywa ZNACZNIE WAŻNIEJSZA od uzyskania wyniku zgodnego z zamierzeniami.

Czemu o tym piszę?
Chodzi o PRAWO DO BŁĘDU.
Eksperymentujący uczeń, musi mieć świadomość, że może mu się nie udać. To JEST OK.
Że może zmieniać warunki doświadczenia (w granicach rozsądku i reguł bezpieczeństwa OFC), ryzykując, że uzyska coś zupełnie innego niż w podręcznikowym opisie. I to również będzie Ok.
Że eksperyment jest mile widziany i szkoła dokłada starań aby znaleźć niego czas.

Niestety, nasza szkoła ODMAWIA PRAWA DO BŁĘDU. Na każdym kroku.
A tym samym zniechęca do zadawania pytań i wyciągania wniosków. Zwłaszcza tych niestandardowych.

Test? Twoim celem są odpowiedzi zgodne z kluczem i zaliczenie na 100%

Wypracowanie? Szkoła wie lepiej co autor miał myśli, więc lepiej nie próbuj fantazjować.

Praca plastyczna? Jeżeli chcesz zdążyć przed końcem lekcji to lepiej wybierz najprostszą technikę i banalny temat.

Wykułeś daty i miejsca bitew? To Ok. Po co chcesz jeszcze wiedzieć, DLACZEGO do nich doszło i czy zwycięzca zyskał to co chciał.

Nie pytaj po co wkuwasz listę nazw rodzajów wiatru, skoro i tak pozostaną zbiorem martwych pojęć oderwanych od rzeczywistości.

Sprawdziany i egzaminy są konstruowane tak, by dać czas wyłącznie na wyplucie z siebie gotowych, wykutych odpowiedzi. Nie próbuj ich wymyślać, bo wtedy na pewno nie zdążysz.

Nie eksperymentuj. Nie zadawaj głupich pytań. Nie wychylaj się...
Na czas. Pod sznurek. Odtąd..dotąd. Fizyka osobno.. geografia osobno.. chemia osobno.
Niestety w przygniatającej większości taka właśnie JEST nasza szkoła.

Wspomniane w wywiadzie, kursy przedmiotów przyrodniczych prowadzone _wyłącznie_ przed komputerem to rzeczywiście przypadek ekstremalny. Jednak dobrze wpisują się w ogólne reguły panujące w naszej edukacji.
już oceniałe(a)ś
9
0
Ha ha, pamiętam jak moje dziecko w podstawówce miało obniżoną ocenę za hodowanie fasoli, bo odkryło, że w niskiej temperaturze gorzej rośnie, a ocena była za dorodność wyhodowanej roślinki.
już oceniałe(a)ś
2
0
Czy zamiast podwójnego zaprzeczenia "trudne, ale nie niemożliwe"
nie wystarczy napisać "trudne, ale możliwe"?

Po co tak komplikować język,
apeluję o prostotę przekazu.
@bardzospokojny
To jest wzbogacanie języka - wersja "nie niemożliwe" oddaje sytuację trudniejszą.
już oceniałe(a)ś
1
0
`