Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Życie z dzieckiem chorym jest bardzo trudne. Pracuję w hospicjum i wiem ile to oznacza wyrzeczeń. Ilu mężczyzn-ojców opuszcza dom, w którym jest chore dziecko, bo... "nie są przygotowani na takie życie".

Dom, w którym potem cierpią półosierocone, żyjące w biedzie pozostałe zdrowe dzieci. Państwo w minimalnym stopniu wspiera te rodziny żyjące na granicy ubóstwa, w izolacji społecznej.

Nie widziałam ani razu, aby ludzie z kościoła wspierali te rodziny, poprzez współudział w opiece, zabranie na spacer, odciążenie matki i rodziny, wsparcie psychologiczne.

Proponuję do takiego zapisu wpisać obowiązek dla obrońców życia, tych środowisk wymuszających uregulowania prawne wychowywania i opiekowania się tymi dziećmi.

Jednym słowem niech stworzą ochronki życia, w których będą tymi dziećmi się opiekować, leczyć! Niech zobaczą co to oznacza.

Ja chętnie takich oszołomów zaproszę do pracy przy głęboko uszkodzonych dzieciach - codziennym karmieniu, przebieraniu, czuwaniu całonocnym, gdy krzyczy z powodu choroby, ma drgawki, krztusi się, prowadzeniu codziennych ćwiczeń, asystowaniu, gdy umiera. Zapraszam.

Ja to robię jako lekarz i wiem, że jest to bardzo trudna droga, której wybór powinien być dla matki dobrowolny. Nie wolno zmuszać do cierpienia!



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.