Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Podczas gdy na forum międzynarodowym Christine Lagarde może już praktycznie przywitać się ze stanowiskiem szefa MFW, w Polsce wciąż dalecy jesteśmy od wynoszenia kobiet na jakiekolwiek piedestały.

Autorzy obywatelskiego projektu ustanawiającego pełen zakaz aborcji posuwają się nawet o krok dalej. Nie tyle odmawiają prawa do partycypacji w polityce, co - mam wrażenie - proponowaną przez siebie ustawą odbierają kobiecie podstawowe prawa obywatelskie - takie jak uznanie osobowości prawnej i prawo do jednakowej ochrony prawnej.

W Polsce, gdzie prawo aborcyjne i tak jak na skalę europejską jest wyjątkowo restrykcyjne, wykreślenie z treści ustawy trzech punktów określających sytuacje wyjątkowe, w których aborcja jest legalna, w mojej ocenie nie jest działaniem na rzecz ochrony życia od poczęcia. Jest działaniem naruszającym prawa kobiety. Projekt ustawy wykracza w znaczący sposób poza tak oburzającą dla zwolenników ruchów "pro-life", odbywającą się raz na jakiś czas debatę pod hasłami "trudno zdefiniować gdzie zaczyna się życie" czy też "kobieta ma prawo do decydowania o własnym ciele". W kontekście proponowanej ustawy już nawet nie prawo do decydowania o własnym organizmie jest zagrożone - zagrożone jest prawo kobiety do życia.

Niezrozumiałym dla mnie jest stawianie na równi szkodliwości społecznej usunięcia płodu w sytuacji zagrożenia życia kobiety oraz śmierci kobiety - byle tylko nie ingerować w dalszy rozwój płodu. A jeśli szkodliwość społeczna jest tak nieproporcjonalnie różna, oznacza to, że pomysłodawcy nowelizacji kierują się tylko i wyłącznie subiektywną oceną moralną ustawy. Cudza subiektywna ocena moralna nie jest dla mnie wystarczającym usprawiedliwieniem dla stawiania na szali w perspektywie paru lat - również i mojego życia. A tym właśnie jest pozostawienie lekarzowi decyzji o usunięciu płodu lub poświęceniu matki.

Proponuję, by następnym razem, w przypadku projektów "obywatelskich" ingerujących w życie bardzo konkretnej grupy osób - tym razem: kobiet w wieku produkcyjnym - załączać statystyki informujące o składzie osób ten projekt zgłaszających. W tym konkretnym przypadku pomocna byłaby informacja o płci i wieku pomysłodawców nowelizacji. Mam bowiem głębokie przeświadczenie, że grupy te: pomysłodawców i osób ponoszących konsekwencje wprowadzenia ustawy, niekoniecznie będą się pokrywać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.