Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Właśnie przeczytałem wywiad z posłem Jarosławem Gowinem na temat projektu ustawy o związkach partnerskich, dzięki któremu zapoznałem się z poglądami posła na tę sprawę, które w skrócie można podsumować stwierdzeniem: "nie, bo nie i nigdy zdania nie zmienię".

Pan Poseł uznał, że m.in. sprawa dziedziczenia ustawowego to zwykła demagogia, skoro istnieją odpowiednie regulacje dotyczące dziedziczenia testamentowego. Zainteresowany spróbowałem zasymulować taką sytuację w oparciu o nowe zasady dziedziczenia zarówno ustawowego, jak i testamentowego. Zastrzegam, że nie jestem prawnikiem, ale proszę mnie sprostować, jeśli gdzieś się pomyliłem.

Otóż wymyśliłem sobie najprostszą sytuację z możliwych:

Mamy człowieka, który żyje w związku partnerskim, którego na gruncie polskiego prawodawstwa nie może zalegalizować. Jego związek jest nieakceptowany przez rodziców, którzy jak tylko dowiedzieli się, że jest homoseksualny wyrzucili go z domu z nadzieją, że z czasem skruszeje i się zmieni, albo w obawie przed HIV. Ten młody mężczyzna po wielu trudach staje na własnych nogach i wchodzi w wieloletni związek partnerski z innym mężczyzną, z którym wspólnie mieszkają, układają swoje sprawy, dorabiają się majątku i pewnych oszczędności. Są szczęśliwi, jednak zdarza się wypadek i nasz bohater ginie tragicznie w wypadku. Masa spadkowa opiewa na kwotę ok. 1 mln złotych - bowiem geje są nie tylko wyuzdani, chorzy, zboczeni i "wewnętrznie nieuporządkowani", ale także - jak wskazuje wiele badań - lepiej uposażeni niż ich heteroseksualni bracia. Pozostawia zapis testamentowy, że całość swojego majątku pozostawia swojemu wieloletniemu partnerowi.

Otóż, w takiej sytuacji, rodzice - jeśli nie zostali wydziedziczeni (choć na to zasłużyli, ale przecież chyba nie o to chodzi Panu Posłowi, by ludzie wydziedziczali własnych rodziców) zachowują prawo do zachowku w granicach ok. 500-670 tys. zaś partnerowi pozostaje 330-500 tys. mimo, że to właśnie on towarzyszył zmarłemu przez większość życia.

W przypadku, gdyby partner był uprawniony do dziedziczenia na równi ze współmałżonkami jego spadek byłby wyższy o 250-340 tys.

Zatem to chyba nie jest zwykła demagogia Panie Pośle.

Podróżując do krajów zachodnich spotykam się z wieloma znajomymi, także tymi, którzy Polskę opuścili, by móc normalnie funkcjonować także w tej kwestii. Te kraje przechodziły tę samą drogę i Polska także wcześniej czy później związki partnerskie wprowadzi.

Panie Pośle, rozumiem, że pewne ustawowe przywileje należne są małżeństwom ze względu na ich społeczną rolę. Dlatego rozumiem, że takie przywileje słuszne są dla małżeństw w zakresie prawa podatkowego itp. Jednakże sprawa dziedziczenia to odrębne zagadnienie. Podobnie jak sprawa decydowania za partnera, który nie może decydować o sobie.

Czytając podobne wypowiedzi polityków czy duchownych zawsze zastanawiam się nad tym, dlaczego nie wystarcza ludziom jedna prosta etyczna zasada: Wolność Twojej pięści kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność mojego nosa. Ja naprawdę wolę żyć w świecie, w którym będzie miejsce zarówno dla gejów, lesbijek, niepełnosprawnych, jak i katolików, Radia Maryja i innych - niż w świecie, w którym istnieje tylko jedna racja i wszyscy muszą się dostosować. Jak patrzę w internecie na relacje z marszów równości to myślę, że wybór jest prosty: Wolę kolorowych manifestantów niż łysych panów w glanach i spodniach na szelkach.

Poseł Gowin wydaje się zbyt mało wiedzieć o życiu czytaj list czytelniczki

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.