Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Do napisania tego listu skłoniła mnie informacja w "Gazecie" o planowanej przez Niemców rehabilitacji przedwojennych działaczy polonijnych.

Jeszcze w latach 80. zajmowałam się postacią Jana Baczewskiego i pisałam o nim w "Ziemi". Był on w okresie międzywojennym działaczem Związku Polaków w Niemczech, posłem do parlamentu pruskiego, organizował polskie szkolnictwo na terenach do 1939 r. niemieckich a zamieszkałych przez Polaków.

Interesowała mnie jego osoba nie tylko jako działacza polonijnego z okresu międzywojennego, ale także jego losy powojenne, gdy zamieszkał w Dębnie (wtedy woj. szczecińskie), na ziemiach, gdzie dla przybyszów ze wschodu był tylko podejrzanym Niemcem.

Przed wojną Jan Baczewski miał niewielki dom pod Berlinem w miejscowości Rangsdorf. Latem ub.r. obok tego domu ukazywały się nieprzychylne dla Baczewskiego napisy, aż ostatecznie domek podpalono. Zostały zgliszcza, ale są one wpisane do rejestru zabytków, więc nie można ich usunąć.

Niedawno władze Rangdsorfu zdecydowały się na ustawienie obok tego domu tablicy upamiętniającej Jana Baczewskiego w formie stelli z obszerną informacją o nim. Tablica powstała dzięki inicjatywie jego wnuczek: Elżbiety Baczewskiej, a przede wszystkim Gabrieli Baczewskiej-Pazdy.

Byłam na tej uroczystości razem z delegacją w Dębna. Było wiele życzliwych słów dla Baczewskiego jako Polaka, ale...

Fundatorem tablicy i gospodarzem uroczystości był burmistrz Klaus Rocher. On też zaprosił polską ambasadę. Na uroczystości stawili się z ambasady Mariusz Skórko i Dariusz Klaczko.

Ale obok nich znaleźli się także parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości - senator Dorota Arciszewska-Mielewczyk oraz poseł Arkadiusz Mularczyk, a także znany berliński adwokat z kręgu PiS - Stefan Hambura.

Pani senator wystąpiła z politycznym przemówieniem, w którym zawarte były pretensje do niemieckich władz, jednak całość utrzymana była w tonie umiarkowanym. Najważniejsza teza: szkoda, że o dobre imię Polaków w Niemczech, a także o przywrócenie statusu mniejszości narodowej, muszą walczyć samodzielnie osoby prywatne lub organizacje oddolne, bez wsparcie polskiego rządu (pełny tekst wystąpienia w załączeniu).

Poseł Arkadiusz Mularczyk nie wypowiadał się publicznie, ale następnego dnia na stronie internetowej polskiej gazety "Niezależna" ukazała się informacja z jego stanowiskiem: także poseł Mularczyk uważa, że strona niemiecka nie wywiązuje się z podpisanego z Polską traktatu. Poseł PiS ostro skrytykował polski rząd, który jego zdaniem nie wywiązuje się z nałożonych na niego zadań wspierania mniejszości polskiej w Niemczech. W kwestii ociągania się niemieckiej strony w sprawie zrehabilitowania polskiej przedwojennej mniejszości Mularczyk uznał, że: "Możemy budować przyszłość, ale tylko z poszanowaniem prawdy historycznej".

Przy okazji: dlaczego tylko posłowie PiS reprezentują Polskę na takich, nawet niewielkich uroczystościach? Jakimi drogami chodzą zaproszenia, że docierają tylko do nich? Dlaczego w tak trudnych kontaktach międzynarodowych tylko stanowisko PiS pełni funkcję stanowiska rządu polskiego?

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.