Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Przeczytaj artykuł Góra od Amelii, dół od Glorii.

LIST PIERWSZY

Artykuł Niewiadomskiego jest bez sensu!

Lepiej być hipokrytą: krytykować Kościół za przestarzałe poglądy i procedury, a jednocześnie "załatwić" dziecku wszystkie "papiery", żeby mogło w przyszłości wziąć kościelny ślub, bo to taka ładna uroczystość - Elżbieta Tomaszewska

Przeczytałam tekst p. Olgierda Niewiadomskiego "Góra od Amelii, dół od Glorii" i zastanawiam się, w jakim celu został napisany.

Czy rzeczywiście do redakcji napisali jacyś rodzice 9-letniej Ani, zmęczeni przygotowaniami do I komunii, czy redakcja sama postanowiła stworzyć tekst o niczym.

Szanowni Państwo,

pozwolę sobie przyjąć założenie, że tacy rodzice rzeczywiście zgłosili się do redakcji i dlatego mam kilka uwag:

1. udział w życiu Kościoła jest dobrowolny!

Nikt nie zmusza ani rodziców ani tym bardziej dzieci do udziału w mszy czy do przyjęcia Komunii, nauka religii również nie jest obowiązkowa. Jeśli rodzice nie wierzą w Boga i nie zależy im na wychowaniu dziecka w wierze, nie muszą posyłać dziecka na religię. Problem polega na tym, że to wymaga odwagi i konsekwencji. A z tym u rodziców gorzej. Lepiej być hipokrytą: krytykować Kościół za przestarzałe poglądy i procedury, a jednocześnie "załatwić" dziecku wszystkie "papiery", żeby mogło w przyszłości wziąć kościelny ślub, bo to taka ładna uroczystość.

2. żal mi Ani, której rodzice są zbyt leniwi, żeby poświęcić jej czas i rozmawiać o Bogu, religiach, sposobach życia w zgodzie z nauką Boga.

Dla rodziców wyznających wiarę katolicką udział we mszy św. jest czymś oczywistym, naturalnym i radosnym. Dziecko nie będzie kochało Boga, jeśli rodzice tego nie robią. Jeśli w jednym kościele nie ma fajnych księży, takich z powołania, którym zależy na przygotowaniu radosnego kazania dla dzieci, można poszukać innego kościoła, gdzie takie msze się odbywają. Tylko trzeba chcieć!

3. tak, trzeba nauczyć się kilku, może nawet kilkunastu modlitw przed I Komunią Św. ale do matury też trzeba się pouczyć, czyż nie? A to jest również bardzo ważne wydarzenie w życiu katolika - niestety opisywani rodzice nie zrozumieją tego. Gdyby rzeczywiście byli wierzącymi ludźmi, nie dziwiłoby ich to. Formułki spowiedzi też trzeba się nauczyć. To zaledwie kilka zdań, w II klasie szkoły podstawowej dzieci uczą się dużo trudniejszych tekstów, np. wierszy. Można z nauki spowiedzi zrobić zabawę, kwestia podejścia rodziców.

4. co do załatwienia lokalu i menu - tak to jest szaleństwo: ceny, terminy, menu, lista gości, zaproszenia - to jednak również nie jest obowiązkowe. Można nie robić imprezy z kilkoma daniami w restauracji. To również zależy od rodziców i tego jak chcą ten dzień przeżyć. To dorośli robią z przyjęcia cyrk! Suknie z welonem, limuzyny, bukiety, makijaże i fryzury. Wszystko żeby innym oko zbielało! Bóg tego nie oczekuje, ani proboszcz!

Przy założeniu, że opisywani rodzice nie istnieją :

mam świadomość, że większość rodziców w Polsce myśli podobnie jak bohaterowie artykułu.

I to jest najsmutniejsze.

Ja mam 36 lat, mieszkam w Bydgoszczy, mam męża i jedno dziecko, córkę. Nie jestem dzieckiem Oazy ani innych formacji kościelnych. Nigdy nie byłam specjalnie 'kościółkowa". Jednak w moim życiu zawsze były osoby silnie związane z Bogiem i Kościołem. Zawsze z nimi podejmowałam dyskusje na temat Kościoła, zasad w nim obowiązujących. Nigdy jednak nie kwestionowałam istnienia Boga. Moja córka w wieku dwóch lat zachorowała na poważną chorobę i do dzisiaj nie udało nam się jej wyleczyć. Szukam odpowiedzi na wiele trudnych pytań. Mam powody do zwątpienia, jednak 4 lata temu przeczytałam książkę "Tam gdzie upadają anioły" i to był moment, w którym postanowiłam uwierzyć, mocniej się skupić, może nawet nawrócić na wiarę. Nie oznacza to, że siedzę w kościele dzień i noc, że noszę pokutny strój i nie lubię się bawić i cieszyć życiem. Nadal mam wątpliwości co do poglądów Kościoła rzymskokatolickiego, ale szukam odpowiedzi a nie stroszę się jak indor. Jak nie podoba mi się przeznaczenie ofiary pieniężnej zbieranej na mszy, to nie daję pieniędzy i już. Trafiliśmy po przeprowadzce do świetnej parafii. Księżom chce się pracować dla dzieci i z dziećmi, młodzieżą, bezdomnymi. Proboszcz nie woła z ambony o pieniądze, jedynie raz na rok robi rozliczenie, informując co w danym roku udało się zrobić w kościele, za ile i jakie są plany. Kto chce może dać na nasz kościół więcej, a kto nie chce, to nie musi. Nikomu nie zamykają drzwi do kościoła.

8.05.2011 moja córka przystąpiła do I Komunii świętej. Tak, trzeba było wpłacić określoną przez księdza kwotę na wystrój kościoła (był pięknie ukwiecony), na różańce, książeczki dla dzieci, na dary ołtarza i pamiątki. Moja córka nie chodzi do szkoły (ze względu na chorobę) ale ksiądz przygotowujący do komunii nie robił jej trudności, wstawiał "6" za kolejne modlitwy, których znajomością Martynka musiała się wykazać. Uczył wszystkie dzieci piosenek, nawet założył wraz ze swoim bratem, księdzem i dwoma innymi księżmi zespół muzyczny, żeby msze dziecięce były rozśpiewane.

Większość dzieci nie chciała wychodzić z kościoła po próbach i mszach dla dzieci. Chciały śpiewać i być razem w kościele!

Niestety ich rodzice, których rozmowy słyszałam za plecami, prezentowali postawę rodziców Ani. "Po co ten cyrk", "nie będę cały tydzień zasuwać z dzieciakiem do kościoła", "nie obchodzi mnie jakie mają być stroje, to moja sprawa", itp. Nie wiem, po co ci ludzie byli w kościele, po co zaprowadzili tam dzieci. Szkoda, że kościół nie wyrzuca ze swoich szeregów takich ludzi.

REASUMUJĄC: nie znajduję sensu w napisaniu przez p. Niewiadomskiego tego artykułu. Wiara i udział w uroczystościach kościelnych jest dobrowolna. Tragedią Kościoła w Polsce jest to, że sami jego członkowie (tacy jak bohaterowie artykułu) plują i ośmieszają go. W mediach wiernych Kościoła pokazuje się głównie jako opętanych fanatyków spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Nie zgadzam się z tymi ludźmi, każda przesada jest niebezpieczna. 

Może dla równowagi i bezstronności warto napisać, bez przekąsu i złośliwości o ludziach, dla których I komunia dziecka jest wesołym radosnym przeżyciem, poprzedzonym rozmową z dzieckiem o Bogu. Tylko że ci ludzie nie maja potrzeby lecieć do gazety, więc jak tu o nich pisać?!

Dzieci są ciekawe świata, religia to też kawałek tego świata, a Bóg i tak istnieje, czy to nam się podoba czy nie!

Często czytam Gazetę Wyborczą i Wysokie Obcasy, może dlatego tak mnie zniesmaczył ten artykuł.

Pozdrawiam

LIST DRUGI

Konformizm i hipokryzja

Już teraz boję się jak moje dzieci przyjmą to, że nie jesteśmy katolikami i nie chcemy, żeby szły do komunii - Brydka

Przeczytałam tekst pana Olgierda Niewiadomskiego dotyczący intensywnych przygotowań do komunii. Znakomity, lekki, zabawny Świetnie się go czytało, tylko dlaczego na koniec pozostawił straszne uczucie niesmaku? Nie rozumiem stosunku autora do opisywanej uroczystości: bieg z przeszkodami aby osiągnąć apogeum farsy? Kosztowna impreza (właściwie po co?), córka bezrozumnie klepiąca formułki, przepychanki o stroje, kwiaty, zaproszenia, dewocjonalia (najpierw różaniec w prezencie, a potem zrzutka na kolejny różaniec) i prezent dla katechetki, której efekty pracy są przedmiotem żartów rodziców? Maraton po mszach, umęczenie intensywnością życia religijnego. Po co? Żaby na koniec usłyszeć, że "A mój tata mówi, że chyba wszystko o Bogu to ludzie sobie wymyślili. I ja też tak myślę". Skoro tata tak mówi, to w imię czego godzi się na tak żenującą szopkę, którą ocenia z dystansem i ironią? W pewnym momencie żona autora pyta "To co? Miałam powiedzieć, że chcemy posłać córkę do komunii, bo chce mieć ładną sukienkę i białe lakierki?" Ale skoro taka jest motywacja dziecka, to jaka jest Państwa?

Dowcipne opowiadanie w ten sposób o perypetiach komunijnych jest zabawne tylko na pierwszy rzut oka. Bo na drugi jest według mnie smutną, żałosną hipokryzją. Jest niegrzeczne zarówno w stosunku do katolików, którzy komunię traktują jako bardzo istotną część życia religijnego, jak i dla niechrześcijan, niewierzących czy agnostyków, którzy jakoś będą musieli zmierzyć się z tym, że "wszystkie dzieci idą do komunii, a ja nie". Mnie akurat taka przeprawa czeka jeszcze dwa razy (bo mam dwoje dzieci w wielu przedkomunijnym) i już teraz boję się jak moje dzieci przyjmą to, że nie jesteśmy katolikami i nie chcemy, żeby szły do komunii. A dla mnie najbardziej przykre jest to, że dla wielu rodziców i dzieci ta uroczystość nie ma żadnego znaczenia religijnego, a jest jedynie wyrazem konformizmu. I hipokryzji.

TRZECI LIST

Jaka jest Twoja wiara?

Zanim zapadną kolejne skazujące wyroki w polskich domach, chciałabym zadać rodzicom parę pytań - Gośka

Maj - czas Pierwszej Komunii i pisania listów do redakcji, dyskusji na forach i nerwowych rozmów między rodzicami. Pamiętnik komunijny tego numeru nie zdziwił mnie ani trochę. Tradycyjnie zamieszanie z sukienkami, szukanie restauracji, organizowanie całej oprawy i trudny proboszcz, bylejaka katechetka, niekończące się zebrania w kościele itd. Czyli to ważne religijne wydarzenie odarte z Boga i zepchnięte do świeckiej tradycji. Kto ponosi odpowiedzialność według rodziców? Kościół. Zanim zapadną kolejne skazujące wyroki w polskich domach, chciałabym zadać rodzicom parę pytań.

1. Czy niedzielna Msza to dla Ciebie wychodzenie z domu w ostatnim momencie, stanie pod kościołem i czekanie na koniec?

2. Czy Twoje dziecko widzi Cię klęczącego w modlitwie?

3. Czy rozmowy o kościele to tylko utyskiwanie na proboszcza i ojca dyrektora?

4. Czy przeżywacie święta jako czas religijnej refleksji czy okres prezentów i wolnego od pracy?

5. Czy przy niedzielnym obiedzie rozmawiacie ze swoim dzieckiem o czytaniach mszalnych?

6. Czy przeczytaliście kiedykolwiek ze swoim dzieckiem katolicką książkę?

7. Kim dla Ciebie jest Bóg?

8. Jaka jest Twoja wiara?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.