Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Przykład? W czwartek jedna z firm pracujących dla ZDM "musiała" koniecznie dostać się na ścieżkę rowerową swoim samochodem dostawczym. Udało im się to dzięki skomplikowanym manewrom pomiędzy słupkami, oczywiście masakrując przy tym niemiłosiernie trawnik. Dzięki temu prostemu zabiegowi uzyskali dodatkowy pas drogi dla siebie, niestety całkowicie blokując przejazd rowerzystom.

Na korzyść pracowników działa fakt, że nie zajmowali się oni konserwacją zieleni, a mebli miejskich. Cóż, kamień z serca - w końcu to nie my się narobimy, tylko inna firma.

Nie jest to pierwszy taki przypadek: trawniki rozjeżdżają także... m.in odwiedzający ambasadę USA (nie chce im się wykonywać pełnego skrętu, więc tną po rogach), ministerstwo sprawiedliwości, samochody dostawcze dojeżdżające do sklepów w przejściu na pl. na Rozdrożu. Skoro nawet ambasadorowie i ministrowie pozwalają sobie na takie akty barbarzyństwa, trudno, aby przejmowała się tym drobna firma malująca słupki po zimie.

Powstaje pytanie: co na to ZDM? Najwyraźniej miejskiej spółce nie przeszkadza fakt, że zaledwie dwuletnia inwestycja jest regularnie dewastowana przez kierowców....

Krzysiek

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.