Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
W Polsce też działałam w wolontariacie, miałam praktyki wakacyjne. Nie było łatwo, a teraz czuję się jak nieudacznik z coraz większym stażem bezrobocia. Jestem biologiem po stażach i wolontariatach z dziedziny biologii molekularnej - właściwie powinnam napisać "byłam biologiem", bo z upływem czasu moje wykształcenie i zdobyte doświadczenie blednie i znika. Pracy zawzięcie szukałam kilka miesięcy. Zawzięcie, tzn. poza przeglądaniem ofert w internecie biegałam i pytałam o pracę, począwszy od laboratoriów, oczyszczalni ścieków itd., po instytuty badawcze. Zawziętość moja uległa przyhamowaniu, gdy kilka razy zostałam potraktowana jak ostatnie zero, więc stwierdziłam, że bezpieczniej jednak monitorować internet. CV słałam od morza do Tatr, nikt nawet nie zaprosił mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Na bezpłatne praktyki też mnie nie chcieli, tzn. może i by chcieli, ale jak zobaczyłam, że pani w dziale kadr ledwie udaje się wpiąć moje zgłoszenie do ogromnego segregatora, to raczej nie ma na co liczyć, pewnie jestem kandydatem nr 1200. Do sklepu mnie nie przyjęli, na pomoc apteczną też nie - trzeba mieć doświadczenie. O przyszłość proszę nie pytać, bo jakoś nie mogę jej dostrzec. Być może czeka mnie przymusowa emigracja, jak uczyniło wielu moich znajomych. Mówią, że lepsza praca w fabryce w Anglii niż w fabryce w Polsce. Tam przynajmniej będzie mnie stać na wynajęcie mieszkania i samodzielne życie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.