Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
A co Tobie dał Adam Małysz? Jego zwycięstwa? I porażki... Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Oto pierwsze myśli, które nadeszły do redakcji.

Poleciał, i dał z siebie coś naszemu pokoleniu

Gdy zastanawiam się co napisać, tak po ludzku, bez zbędnego patosu, o Małyszu, kilka godzin po tym, gdy ogłosił zakończenie swojej sportowej kariery, to miesza się we mnie poczucie dzikiej, rozkosznej satysfakcji z tego, że miałem okazję przeżyć na żywo - czy to pod skocznią, czy w telewizorze - przypadki polskiego sportowca słynnego ze skromnego, dżentelmeńskiego zwyciężania.

I sobie tak wspominam, jak nie rozumiałem skoków , np. punktacji, a potem jak psułem, niszczyłem myszki na RTL i Deluxe Ski Jump.

Małyszomania dała dobry sygnał, takiego kopa do tego, że polscy kibice mogą tworzyć widowiska, potrafią kibicować najlepiej spośród wszystkich w Europie, na świecie. Że mówią o nich dobrze wszyscy - od skoczków, przez organizatorów, po zagranicznych współtowarzyszy. Że tutaj w Polsce, pod skocznią naprawdę coś funkcjonuje znacznie lepiej niż gdzie indziej.

Zwłaszcza że szara rzeczywistość piłkarskich boisk mogła przyzwyczaić nas do myślenia, że sport, że na trybunach, na widowni niebezpiecznie i nie warto chodzić z dzieciakami.

Tutaj było inaczej, narodowo, i czasem odzywały się emocje i animozje na linii polsko-niemieckich zaszłości - najpierw w rywalizacji ze Schmittem, a i potem z Hannawaldem, ale tą małyszowską skromnością, otwartością i życzliwością w stosunku do rywali skoczek z Wisły pokazał, że można grać fair play. Małysz pokazał, że to zwykli rywale, przeciwnicy i można robić swoją robotę, a nie pojedynkować się, wdawać w dyskusje.

Myślę, że także w piłce możemy otworzyć nowy rozdział kibicowania na Euro 2012 i niegodziwością byłoby zmarnować tę szansę.

Tak sobie przypominam, jak ogarnięci szaleństwem, dziecinnym postrzeganiem świata, w podstawówce na pytanie kto powinien być patronem naszej szkoły - odpowiedzieliśmy równym chórem - i chłopaki i dziewczyny, że powinien być nim Adam Małysz. Choć wytłumaczono nam potem dlaczego ten pomysł, no po prostu przejść nie może, to jest w tym coś ponadczasowego - tak skromny gość swoimi wygranymi budował sobie pomnik za życia.

Co piękne i raczej rzadkie to fakt, iż Małysz nie stał się gwiazdą, dla której celem samym w sobie jest błyszczenie, świecenie, tandetne popisy, byle było głośno, byle jak, ale żeby było. Nie dał się forsie, nie dał się pułapce popularności.

Dlatego Małysz był i pozostanie legendą sportu, wzorem sportowca, którego wspominać przyjdzie zwykle z uśmiechem. Że można wygrać, że może się udać, że można się dorobić i pozostać człowiekiem - życzliwym i skromnym równocześnie. Będzie gościem, skromnym dekarzem z Wisły, który pewnego dnia ubrał narty i skoczył, poleciał dać z siebie coś ważnego naszemu pokoleniu. Mateusz Bachłaj, 20-letni student Uniwersytetu Jagiellońskiego

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.