Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



W artykule "Gazety Wyborczej" z 19.02.2011 napisaliście o nowym zaleceniu Ministerstwa Środowiska dotyczącym oszacowania wartości parków narodowych. Czytaj tu.

Dyrektorzy parków patrzą na te plany nieprzychylnie, nie bardzo wiedząc jak się do tego zabrać? I po co? Tymczasem problem nie jest nowy i, jak się okazuje, oszacowanie wartości ekonomicznej dóbr przyrody może im tylko pomóc w uzasadnieniu ponoszenia publicznych wydatków na ich utrzymanie lub ochronę.

W 1947 r. amerykańska komisja senacka szukając oszczędności zdecydowała obciąć budżet zarządu parków narodowych, argumentując, że korzyści, które dostarczają dla społeczeństwa parki narodowe są niewielkie w porównaniu do ponoszonych kosztów. Sprawa wydawała się przegrana, istnienie wielu parków narodowych zagrożone, no bo jak na gruncie ekonomii uzasadnić potrzebę ochrony przyrody?

Szukając pomocy szef zarządu parków narodowych zwrócił się do znanych amerykańskich ekonomistów o pomoc. Problem przynajmniej od strony teorii ekonomii nie był nowy, od dawna zdawano sobie sprawę z istnienia tak zwanych dóbr publicznych. Dobra te, choć mogą mieć dla ludzi znaczną wartość, dostępne są przecież za darmo. Klasyczny przykład tych dóbr to właśnie środowisko przyrodnicze, w tym także parki narodowe.

Wśród ekonomistów, do których zwrócono się o pomoc był Harald Hotelling. Jako jedyny zaproponował rozwiązanie tego problemu. Stwierdził on, że ponieważ każdego roku amerykańskie parki narodowe odwiedzane są przez setki tysięcy osób (były to lata 40, obecnie liczba odwiedzających turystów sięga dziesiątków milionów), to wartość satysfakcji jaką czerpią z tego tytułu musi być wyższa od kosztu jaki ponoszą, aby się tam dostać. Powiązanie rzeczywistych wydatków dokonywanych przez ludzi, aby zobaczyć dane miejsce pozwala na oszacowanie korzyści rekreacyjnych jakie dany obiekt dostarcza społeczeństwu.

Przeprowadzona analiza wykazała, że korzyści dostarczane społeczeństwu przez parki narodowe wielokrotnie przekraczają wydatki budżetu na ich utrzymanie. W rezultacie udało się zapobiec cięciom w budżecie. Dziś wydatki na ochronę przyrody w Stanach Zjednoczonych wynoszą 3 mld dolarów rocznie i stanowią połowę wydatków przeznaczonych na całym świecie na takie cele. Po raz pierwszy udało się niezbicie wykazać, że rekreacja na łonie natury dostarcza społeczeństwu wymiernych korzyści - zwiększa dobrobyt. Od tego czasu agencje rządowe zajmujące się ochroną środowiska wielokrotnie posługiwały się tą metodą przy szacowaniu kosztów inwestycji lub rozwiązań mających negatywny wpływ na tereny atrakcyjne turystycznie.

W 2001 roku w Warszawskim Ośrodku Ekonomii Ekologicznej (WOEE) działającym na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego przeprowadzono wycenę korzyści rekreacyjnych jakich społeczeństwu dostarcza Tatrzański Park Narodowy (Giergiczny, 2001). Wykorzystując metodę kosztu podróży oszacowano, że 2,5 mln odwiedzających TPN turystów rocznie osiąga z tego tytułu średnią "nadwyżkę netto" w wysokości 60 zł. Stosując analizę ekonometryczną można oszacować funkcję popytu na rekreację w Tatrach i stwierdzić, że Tatry dostarczają społeczeństwu strumienia korzyści rekreacyjnych o wartości 144 mln zł rocznie (w cenach z 2001).

Wracając do pytania: Ile warte jest Morskie Oko. Rejon Morskiego Oka należy do najczęściej odwiedzanego w Tatrach. Koncentruje się tu około 15 proc. całkowitego ruchu turystycznego. Na tej podstawie można oszacować, że Morskie Oko dostarcza społeczeństwu strumienia korzyści rekreacyjnych w wysokości około 22 mln zł rocznie. Jest to oczywiście dolne oszacowanie wartości Morskiego Oka. Przyjmując stopę dyskontową na poziomie 5 proc. (średnie oprocentowanie lokat długoterminowych), można przyjąć, że Morskie Oko jest warte przynajmniej 440 mln złotych, z samego tylko tytułu generowania corocznych "zysków" w tej wysokości, pomimo tego, że dostępne są one dla odwiedzających za darmo.

Warto podkreślić, że oszacowanie korzyści rekreacyjnych pozwala jedynie na dolne przybliżenie całkowitej wartości ekonomicznej. Na całkowitą wartość oprócz komponentów użytkowych, takich jak wartość rekreacyjna, składają się także komponenty pozaużytkowe - na przykład te wynikające z faktu, że dane dobro istnieje i że chcielibyśmy zachować je w nieprzekształconym stanie, nawet jeżeli aktualnie z niego nie korzystamy. Przykładowo, spora część Polaków nie była nigdy na Wawelu lub była tam tylko raz. Dlatego oszacowanie wartości rekreacyjnej tylko w znikomym stopniu mogłoby przybliżyć całkowitą wartość ekonomiczną tego miejsca. Bierze się to stąd, że zdecydowana większość Polaków byłaby gotowa zapłacić niemałe pieniądze za zachowanie Wawelu - symbolu dziedzictwa narodowego - w niezmienionym kształcie, pomimo tego, że odwiedziła to miejsce tylko raz lub wcale.

Podobnie jest z unikatowymi dobrami przyrodniczymi. Tatry są dla wielu Polaków symbolem dzikiej przyrody i dlatego ich całkowita wartość ekonomiczna prawdopodobnie znacznie przekracza wartość rekreacyjną. Dobrze obrazuje to przykład Puszczy Białowieskiej. W innym badaniu WOEE obliczono, że jej wartość obliczona metodą kosztu podróży, a więc wynikająca z możliwości rekreacji wynosi około 11 mln zł rocznie (Giergiczny, 2009). Tymczasem eksperymentalne badania mające na celu określenie maksymalnej gotowości do zapłaty Polaków za skuteczną ochronę Puszczy Białowieskiej wskazują, że statystyczne gospodarstwo domowe byłoby gotowe płacić na ten cel średnio niemal 70 zł rocznie (Czajkowski et al., 2009). Przy około 12 mln gospodarstw domowych w Polsce daje łączną wartość na poziomie 840 mln zł rocznie!

Współczesna ekonomia posiada metody, które pozwalają na określenie wartości dóbr publicznych (w tym dóbr środowiskowych), która wynika z dobrobytu jaki generują dla społeczeństwa, nawet jeśli dostępne są za darmo. Taka wiedza może być niezwykle cenna dla decydentów, gdy podejmują decyzje dotyczące zarządzania tymi dobrami. Warto, aby decyzje takie jak ilość pozyskiwanego drewna z Puszczy Białowieskiej czy modernizacja kolejki linowej na Kasprowy Wierch były poparte analizą ekonomiczną, która wskaże jak najlepiej nimi zarządzać, aby korzyści dla społeczeństwa były maksymalne.

*Dr Marek Giergiczny, mgiergiczny@wne.uw.edu.pl, Warszawski Ośrodek Ekonomii Ekologicznej, Wydział Nauk Ekonomicznych, Uniwersytet Warszawski

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.