Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Niedojrzałość? Nieodpowiedzialność? Zobaczymy

Fajnie się biega popołudniem z TOK FM na uszach, kiedy audycję prowadzi Grzegorz Chlasta. Robię więc zwyczajową godzinną rundę, czasem dłużej, bo goście pana Grzegorza potrafią wnerwić tak, że człowiek zapomina o zmęczeniu, mamrocze pod nosem brzydkie wyrazy, a nogi same niosą.

Dziś jednak u Chlasty zawitał Wojciech Mazowiecki, którego dotąd uważałam za człowieka rozsądnego.

Przyczynkiem do spotkania i rozmowy była publikacja "GW" dotycząca platformianej stagnacji i coraz gorszych notowań partii rządzącej; także sprawa wpisu Marcina Mellera na Facebooku obwieszczająca zawód rządami Platformy i zapowiedź (syntetycznie) "w najbliższych wyborach was nie wybiorę, straszak PiS-owski już nie działa".

Meller przywołuje mnogie wpadki PO, niedotrzymane obietnice, aferę hazardową, kreatywną księgowość przy ZUS-ie i OFE. Mazowiecki takie zapowiedzi buntu przy urnie/nieobecności na wyborach - z czyichkolwiek ust by nie padły - traktuje jako niedojrzałość i nieodpowiedzialność. Zarzuca Mellerowi emocjonalną, infantylną w gruncie rzeczy reakcję. Tyle że taka reakcja - niech ona sobie nawet będzie dziecinna - jest absolutnie naturalna i zrozumiała.

Wyborczo, ludzko, psychologicznie. Publicysta uważa jednak, że w polskiej sytuacji - czytaj: wciąż utrzymującego stałe poparcie w sondażach PiS-u, nadal groźnego - odpowiedzialny wyborca ZNÓW zaciśnie zęby, karnie stawi się przy urnie i ręka mu nie zadrży przy pozycjach z platfomerskimi nominatami. Byle nie PiS! Skoro nie PiS, to co? Platforma. Tyle w roku 2011 ma do zaproponowania Wojciech Mazowiecki...

Mamy spokojnie patrzeć na Chlebowskiego i Drzewieckiego spacerujących korytarzami na Wiejskiej, bo wszystko wskazuje na to, że znajdą się na listach wyborczych?

Mazowiecki próbuje brać pod włos: przecież gros wyborców PO to wielkomiejskie wykształciuchy. Właśnie od takich ludzi powinno się wymagać odpowiedzialności przy urnach, pewnej świadomości politycznej i lepszego rozeznania w kiełbasach wyborczych, wyczucia na wyborczy niuans. Jakby nie zauważał, że platformiana garmażerka jest dziś wątpliwej świeżości.

No właśnie, jako wykształcony, wielkomiejski wyborca PO z 2007 roku czuję się dziś, jakby partia władzy miała moje wykształcenie i inteligencję za nic.

Bo przecież mówi Wódz - "nie mam z kim przegrać". Cóż, Wodzu, prawdopodobnie wejdziesz do sejmu i prawdopodobnie sklecisz rząd. Będzie miał dużo mniej potencjału niż obecny, bo być może poza Pawlakiem - który jak to Pawlak siedzi cicho, o ile nie grzebie się w KRUS-ie i chłopskich synekurach - do rządzenia będzie potrzebny Napieralski, który przy wszystkich swoich brakach na pewno nie da się sprowadzić do roli paprotki. Gowin i Senyszyn w jednej koalicji? Będzie się działo.

Pełzający, cichy bunt platformerskich wyborców z 2007 jest faktem. Widzę to także w swoim otoczeniu. Tak, taka sytuacja rzeczywiście jest, jak twierdzi Mazowiecki, na rękę PiS-owi, dla każdej opozycji byłaby jak manna z nieba.

Tylko że to nie PiS stosuje karkołomne harce z OFE, nie PiS zarzucił reformę służby zdrowia i przekazanie ZOZów-spółek pod efektywne zarządzanie samorządów. I nie PiS nie przeprowadził gruntownej reformy finansów publicznych. I nie Mularczyk gaworzył z Sobiesiakiem.

Pytam więc - dlaczego Platforma nie miałaby ponieść konsekwencji swoich działań? Ich braku? Tak jak PiS w 2007 roku poniósł konsekwencje swojej narodowo-spiskowo-śledczej polityki? Co sprawia, że jedni tę odpowiedzialność mają ponieść, a inni nie?

Chcę jako wyborca zafundować Tuskowi et consortes porządną gimnastykę powyborczą. Może poskutkuje wzrostem pokory, odpowiedzialności i szacunku do wyborców. Warto pomarzyć. Ewa Błaszczyk

Do rządzących: Gospodarka, głupcy!

Jako młody człowiek i jeden z tych, którzy na Platformę głosowali, chciałem zapewnić Pana Premiera, że głosowałem na Pana partię nie dlatego, że boję się reform, ale właśnie dlatego, że PO wydawała się ich gwarantem.

Nie jestem usatysfakcjonowany jedną prawdziwą reformą, jaką Platforma przeprowadziła, mowa tu o emeryturach pomostowych, gdyż oczekiwałem znacznie, znacznie więcej - przede wszystkim reformy finansów publicznych i służby zdrowia.

Nie przemawia do mnie to, że powstają stadiony, bo tak naprawdę to rząd buduje jeden stadion - narodowy, ani też to, że powstają drogi, bo nie powstaje ich tyle, ile miało powstawać, w dodatku będą płatne.

Sukcesy polskich gimnazjalistów też nie są Waszą zasługą, skoro nie było żadnej reformy oświaty i to nie Rada Ministrów prowadzi lekcje w szkołach. Z niecierpliwością czekam przynajmniej na reformę szkolnictwa wyższego - jeśli w ogóle się jej doczekam.

Nie jest prawdą, że wyborcy nie lubią reform. Ja jestem wyborcą i lubię reformy. Nie twierdzę, jak niedawno stwierdził redaktor Meller, że miarka się przebrała, ale jeśli tendencja do zachowawczości partii rządzącej się utrzyma, to nie zawaham się oddać swój cenny głos na inną partię. A jeśli Pan, Panie Premierze, boi się skończyć jak AWS, to proszę zobaczyć, kim jest dzisiaj Jerzy Buzek. Przemek L., student z Opola

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.