Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wojciech Krzyżaniak krytycznie odniósł się do internetowego apelu, aby stworzyć Dzień bez Smoleńska ("Maglowanie, czyli kilka słów o mądrości", GT 4-10 lutego 2011 r.). Publicysta stwierdza, że posługując się pilotem można ominąć telewizje informacyjne, programy z udziałem polityków itd., czyli zmienić sobie świat na lepszy.

Propozycję dnia bez Smoleńska odbieram szerzej. Nie jako dzień bez informacji o Smoleńsku (niech mówią ci, którzy faktycznie wiedzą, a nie ci, którzy faktycznie mówią), ale jako dramatyczny protest przeciw wmawianiu nam, Polakom, że dzień bez Smoleńska to dzień stracony.

Bo czymże, jak nie za pomocą tej katastrofy, dałoby się tak pięknie poniżyć politycznego przeciwnika? W jaki sposób, jak nie wdrapując się po plecach ofiar, można by wznieść się na szczyty politycznej popularności? W jaki inny sposób dałoby się tak przekonująco podzielić polityków na patriotów i zaprzańców?

Z Wojciechem Krzyżaniakiem zgadzam się jedynie w tej kwestii, że za pomocą pilota można zmienić sobie telewizyjny kanał. I tylko tyle. Pilota, którym można by zmienić sobie świat na lepszy, a zwłaszcza zmienić Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza - jeszcze nie wynaleziono.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.