Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Dziękuję za wypowiedzi redaktora Piotra Stasińskiego w dzisiejszym programie "Loża Prasowa" w TVN24. Histeria rozpętana przez Jarosława Kaczyńskiego opiera się na przekonaniu, że "głupi naród wszystko kupi", i niestety kupuje: jak wynika z ostatnich badań, prezes przekonał już wielu Polaków, że w Smoleńsku miał miejsce zamach, spowodowany przez Rosjan, i że bez Komisji Sejmowej w tej sprawie, która przygotuje argumenty za postawieniem premiera Donalda Tuska przed Trybunałem Stanu za zdradę stanu, nie może się obejść.

Niestety - Donald Tusk swoją nieudolnością dał sam Jarosławowi Kaczyńskiemu amunicję do "strzału z Aurory". Premier nie wyczuł zagrożenia po zapoznaniu się z raportem MAKu i pozostawił tę sprawę biegowi papierków. Oczekiwał na reakcję MAK po przesłaniu polskich uwag i żył nadzieją, że Rosjanie te uwagi uwzględnią.

Jego wypowiedź, że "raport jest nie do przyjęcia" tylko spowodowało zaostrzenie reakcji strony rosyjskiej, bo de facto wypowiedź ta zakwestionowała kompetencje rosyjskich specjalistów. To że pani Anodina wybrała dzień, kiedy polski premier był na urlopie, dowodzi takiej właśnie reakcji.

Jedyną możliwą reakcją premiera po zapoznaniu się z tekstem raportu - oczywistą dla każdego, kto choć trochę zna Rosjan - powinna być rozmowa z premierem Putinem, z postulatem strony polskiej - usunięcia z raportu MAKu stwierdzeń obrażających Polaków, które zapisane być nie musiały, a dotyczyły gen. Błasika i zawartości alkoholu w jego krwi.

Ten zapis spowodował całkowite przesunięcie się punktu ciężkości dyskusji politycznej w Polsce na kwestie urażonego honoru Polaków. Całkowicie znikły z tej dyskusji fakty: że przyczyną katastrofy było przesunięcie decyzji z kapitana samolotu na "głównego pasażera", który na 10 minut przed lądowaniem "nie podjął decyzji, co robimy", mimo świadomości że jest mgła, jak to wynika jednoznacznie z zapisów rozmów w kokpicie. Obciążanie w tej sytuacji kontrolerów na wieży jest absurdalne: da się porównać jedynie z równie absurdalnym zarzutem w sytuacji zaistniałej katastrofy drogowej skierowanym do zarządcy drogi, że drogi tej nie zamknął, kiedy wystąpiła ograniczająca do minimum widoczność mgła.

Uwagi w dyskusji w "Loży Prasowej" o "strzałach z Aurory" skierowane w stronę premiera były słuszne. Nie była trafna konkluzja dyskusji, że hałas po tych strzałach szybko minie. Jarosław Kaczyński postara się - jako narzucający obecnie ton i tematykę narracji politycznej w Polsce - by hałas ten potrwał do wyborów, i by te wybory wygrać.

Już teraz - łącznie z PJN, bo to przecież jego dziecko - ma 31 proc. poparcia, i do Platformy brakuje mu tylko 7 proc. Tych 7 proc. zniknie, kiedy po raporcie rządowej komisji ministra Millera okaże się, że lot do Smoleńska nie został przez rząd właściwie przygotowany - ani od strony skompletowania załogi, ani od strony rozpoznania lotniska, ani od strony przygotowania wizyty prezydenta przez polski MSZ.

I co wtedy będzie?

*Dr Roman Dolczewski, Kraków - pilot, członek Aeroklubu Krakowskiego

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.