Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Bez sensu był Smoleńsk, bo wiemy, że do uniknięcia, jeśli - mówiąc w dużym uproszczeniu - kilka osób na różnych szczeblach wykazałoby się większą wyobraźnią.

Bez sensu była powódź, bo jej rozmiar mógł być mniejszy, gdyby poczyniono wcześniej kilka infrastrukturalnych inwestycji i gdyby sprawność samorządów była większa.

Oba te zdarzenia, zwłaszcza katastrofa lotnicza, uruchomiły gigantyczną bezsensowną kręciołę w czasie kampanii prezydenckiej. Bez sensu było dać się wmiksować w gęstą pianę złych emocji, ubitą polityczną trzepaczką, głównie przez PiS-owców, choć i Platformersi mają tu swój spory dorobek.

Kluzik-Rostkowska et consortes próbowali sprzedać nam bezsensowny produkt "Jestem-Uosobieniem-Pokoju-A-Gierek-Fajny-Był". Nie rozumiem, dlaczego chcą, by w nowej PJN-owskiej formie, traktować ich dziś poważnie. Sens, choć w zapiekłej formie, jednak wrócił.

Uff - odetchnęłam, że ZOMO jednak stoi tam gdzie powinno, że Prawdziwa Twarz zawsze wyrywa się na świat. To chyba ma jakiś sens?

Coś jeszcze dodał Piotr Najsztub: nie dość, że było bezsensownie, to jeszcze nie pojawiły się żadne inne "sensy". To prawda - sens utopił w błazenadzie Palikot; żal - bo miał potencjał, ale słabo go rozegrał. Gdyby Kaczyński wygrał wybory, Poncyliusz i reszta chodziliby w glorii supermacherów, urażony honor kazał im stworzyć "nową jakość". W zasadzie nie mieli wyjścia. A teraz dwoją się i troją, by nas przekonać, że ich nowa odsłona ma sens.

Największym bezsensem tego roku jest dla mnie utrata pozycji Kościoła, zwłaszcza że stała się na jego życzenie. Polscy hierarchowie i duża część proboszczów od dawna nie nadążają za dynamicznymi czasami, nie mają pomysłu na nowoczesny kościół. Apogeum bezsensu kościelnego miało miejsce po Smoleńsku i w trakcie obu kampanii wyborczych. Wiśniewski i Pieronek wołają na puszczy. To nie oni rozdają karty w Episkopacie, a ci inni dorwali się do piły i tną gałąź, na której siedzą.

Dziś w gadającym okienku na szczyty bezsensu wdrapał się minister Sławomir Nowak, próbując wytłumaczyć, że przekazanie większej części naszych składek emerytalnych do ZUS to jakaś wspaniała i rewelacyjnie opłacalna inwestycja. Panie ministrze, bez sensu jest mieć wyborców za idiotów. Czasem warto jest mieć cojones i powiedzieć: jest dziura i kleimy ją jak możemy.

I mały nasz bezsens codzienny: cała Polska internetowa odetchnęła, że udało się uratować małego kotka z rąk młodocianych oprawców. Byliśmy niemal jego wybawcami, bo przecież zareagowaliśmy, zalewaliśmy listami Policję, niemal doszło do linczu na złoczyńcach. Uratować brata mniejszego, w sam raz dobry uczynek po świętach i przed Nowym Rokiem.

Karp na święta był? Czy skończył humanitarnie? A pasztet z gęsi smakował? Może warto się dowiedzieć, w jakich katuszach dla zwierząt odbywa się tucz, wciąż w Polsce praktykowany? Czy takie rzeczy interesują nas na co dzień, gdy są schowane i nie żyją efektownym życiem na YouTube?

W 2011 roku sensem będzie dla mnie uruchomienie naszej wrażliwości i uwagi na to, co nie zawsze jest oczywiste i widoczne. Chyba że znów będzie jak zwykle. Pozdrawiam i Wszystkiego Dobrego (Znacznie Lepszego) w 2011.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.