Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Kilka ostatnich lat pracowałem w Wielkiej Brytanii, od czasu powrotu do kraju mam więcej czasu i okazji na obserwację naszej sceny politycznej i refleksję. Obserwuję tę scenę jak zahipnotyzowany i dopiero odwaga Pani Krzywonos uświadomiła mi, że w tej sprawie nie można stać obojętnie! Chciałem podzielić się swoimi przemyśleniami o absurdalnej sytuacji, jaka się wytworzyła w kraju, gdzie katolicy są przeciwni obecności krzyża - krzyża, który stał się zakładnikiem... Sytuacji tak absurdalnej, że grupa manipulowanych samozwańców od tygodni blokuje przeniesienie krzyża, żądając gwarancji, że w jego miejsce powstanie pomnik kogoś, kogo zasługą ma być fakt, że zginął w katastrofie lotniczej!

Chciałbym już o tym nie myśleć, uciec od tego tematu, nie czytać, chciałbym, żeby rodziny ofiar wreszcie mogły spokojnie zamknąć się w swym przeżywaniu bólu, żalu po tak olbrzymiej stracie, chciałbym normalności! Chciałbym, ale nie mogę...

W tym ponurym, tragicznym dniu 10 kwietnia 2010 r. po informacji o katastrofie prezydenckiego samolotu, pomyślałem, że to totalna porażka państwa! A także, że miałem prawo oczekiwać od służb do tego powołanych, aby w sposób należyty dbały o ochronę najwyższych przedstawicieli państwa i jego instytucji. Nawet w sytuacji, gdy rozsądek ludzi zawodzi - wierzyłem, że ktoś czuwa i dba, chroni innych przed brakiem rozsądku, przed głupotą, że istnieją odpowiednie procedury. Wierzyłem w profesjonalizm służb. Ale wiem także, że trudno kogoś bronić w sytuacji gdy rozsądek zaślepia ambicja władzy czy wręcz pycha! I zaraz druga myśl przyszła mi do głowy: Pycha została ukarana!

Czy nie wiedzieli jak trudne panują warunki pogodowe w Smoleńsku? Czy nie można było wcześniej wylecieć? Czy nie wiedzieli, że lotnisko jest prymitywnie wyposażone? Gdzie był rozsądek przy ustalaniu listy pasażerów?

Straszna tragedia nas dotknęła! Współczułem wszystkim rodzinom ofiar, sam byłem ofiarą. Nie mogłem być pod pałacem prezydenckim osobiście, ale byłem tam duchem, śp. Lech Kaczyński nie był moim idolem, ale był Prezydentem mojego kraju! Nie głosowałem na niego, ale szanowałem wybór większości. Miejsce, które wybrali harcerze obserwowałem z dumą, akceptowałem ten wybór, który miał rangę symbolu, w tych trudnych momentach byłem dumny, że godnie potrafimy się zachować i zjednoczyć w żałobie. Znicze i kwiaty były od wszystkich i dla wszystkich ofiar, niezależnie od sympatii politycznych czy przekonań - nie tylko dla najważniejszych - dla każdego z nas kto inny był najważniejszy, ale każdy z nas stracił wtedy bardzo wiele! Pamiętajmy o tym, gdy ktoś mały próbuje nam wmawiać, że było inaczej! Próba zawłaszczenia tragedii, żałoby dla siebie jest haniebna i godna potępienia!

Państwo Polskie w godny sposób pożegnało ofiary katastrofy. Potrzeba wyjątkowo dużo złej woli, żeby tego nie dostrzec! Pierwszym sygnałem i zgrzytem była fatalna decyzja o pochówku pary prezydenckiej na Wawelu. Wielką krzywdę wyrządzono parze prezydenckiej tą decyzją.

W takich warunkach kampania do wyborów prezydenckich nie mogła przebiegać spokojnie - wilk przebrał się w owczą skórę i nabrał zbyt wielu, żeby przejść nad tym spokojnie do porządku dziennego. Poprzedni tragicznie zmarły prezydent nie miał szans na reelekcję, jego brat tym bardziej nie mógł liczyć na poparcie większości wyborców - więc co się stało, że nabrał aż 8 milionów rodaków? Wytłumaczeniem jest jego umiejętność manipulowania ludźmi, wmówienie, że powódź to wina rządu, licytowanie obietnic, że gdyby on był, to by było lepiej - zdumiewające jak można kupić takie cyniczne kłamstwa, tym bardziej że miał okazję pokazać wcześniej do czego jest zdolny, do czego potrafi się posunąć, żeby władzę zdobyć lub utrzymać.

Miał do dyspozycji TVP, która swoją misję rozumie jako służbę jedynie słusznej partii. Tutaj dygresja - co myśli dziennikarz prezentujący treści, z którymi się nie zgadza, które wygłasza w świat uciekając oczami sprzed kamery! Czy nie lepiej zrezygnować?

Nie został prezydentem! Na szczęście! - Po przegranej powinien usunąć się w cień, pójść w zapomnienie - gdyby media (TVP) nie były tak dyspozycyjne i podporządkowane jego partii, zapewne straciłby na znaczeniu, ale znowu pokazał, że nie cofnie się - krzyż był doskonałą okazją, żeby antagonizując, być jednocześnie na topie! Teatr jaki odbywa się 10. każdego miesiąca na Krakowskim Przedmieściu przed pałacem jest dla niego okazją negowania porządku prawnego RP, kultura salonowa, którą się szczyci, nie pozwala mu się przywitać z godniejszymi i lepszymi od siebie, lekceważy głosy rozsądku nawołujące do umiaru.

Udaje, że nie wie o swoich kłamstwach, nawet po przegranej w sądzie nie ma odwagi przeprosić z pokorą za kłamstwa. Wmawia i insynuuje, manipuluje i gra cynicznie, przeinacza fakty interpretując je na swój użytek. Nabrał wielu, mnie nie nabierze!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.