Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Co by nie powiedzieć, bezpośrednia, neoateńska demokracja obywatelska w pięknej postaci. Legendarnej aktywistce pra-Solidarności udało się coś niezwykłego. Pobudziła do bardzo emocjonalnych wypowiedzi i szczerych ludzkich podziękowań dziesiątki tysięcy osób. Ich ton, poza niewieloma przypadkami na ogół zwykłego chamstwa, jako żywo przypomina tamtą Sierpniową tęsknotę za ludzką godnością, czystością dialogu publicznego, potrzebą odnowy przestrzeni polskiej polityki.

Nasze fora internetowe komentujące tę przestrzeń są zwykle prawdziwym śmietniskiem opinii, w których króluje agresja, nienawiść, szyderstwa i pogarda. Podobnie w blogosferze: tylko niewielu blogerom politycznym udało się wychować swoją sieciową publiczność na tyle, aby posługiwała się językiem normalnej dysputy, a nie obrzucania błotem.

Dzielna (to bardzo częste określenie jej postawy na Facebooku) Henryka Krzywonos pobudziła tę parlamentarność wypowiedzi z dziecinną łatwością. Rosnące tysiące gratulacyjnych i przyjacielskich wpisów to nic innego jak podziw dla moralnej siły jej postawy oraz tęsknoty Polaków (głównie chyba młodych) za uczciwością i wprzęgnięciem w życie publiczne najprostszych wartości opisywanych równie prostym językiem.

Ale wiwatujące na cześć H. Krzywonos wielotysięczne sieciowe tłumy to jeszcze coś innego. Oto na naszych oczach cementuje się zindywidualizowana demokracja ery internetu i globalnego komunikowania. Dziś - skrzykiwanie się na demonstracje i uliczne happeningi, spontaniczne masowe odruchy solidarności z postaciami, które intuicyjnie odbieramy jako prawdziwe i piękne. A jutro - co ?

W czerwcu wysłuchałem, jako jedyny uczestnik z Polski, międzynarodowej konferencji "Personal Democracy Forum" w Nowym Jorku, najważniejszego dorocznego spotkania poświęconego wzajemnym związkom polityki, internetu i nowych mediów społecznościowych. Spotkała się tam czołówka wizjonerów, intelektualistów i socjo-technologów przekształceń sfery publicznej i aktywności obywatelskiej Stanów Zjednoczonych. Jak z rękawa, sypały się frapujące przykłady z życia lokalnych społeczności Ameryki bądź szczebla federalnego.

Dzięki możliwościom integracyjnym i komunikacyjnym internetu i jego narzędzi, wzajemny związek wyborców i polityków ulega szybkim zmianom na rzecz wzrostu transparentności, rozliczania obietnic i monitoringu instytucji utrzymywanych za pieniądze podatników. W mgnieniu oka rodzą się przeróżne inicjatywy obywatelskie i społeczne, które w epoce przedsieciowej nie miały szans na urzeczywistnienie.

Polski to nie ominie. Erupcje zaangażowania takie jak w przypadku reakcji na godnościowe "tupnięcie nogą" Henryki Krzywonos będą coraz częstsze. I niedaleka jest chwila kiedy rutynowo będą się w sieci rodzić działania czysto polityczne, wyborcze i społecznościowe. Internetowy lud poczuje zbiorową siłę, zacznie się samoorganizować i będzie się to dziać poza sferą dzisiejszego establishmentu.

Pani Henryko, dziękujemy. Drżyjcie politycy.

* Krzysztof W. Kasprzyk, do marca br. był konsulem generalnym RP w Nowym Jorku, wcześniej pełnił tę funkcję w Vancouver i w Los Angeles.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.