Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Ciekawy list Krzysztofa W. Kasprzyka: Jak Krzywonos pognębiła chamstwo w internecie

Brawo i jeszcze raz brawo!

Pani w sierpniu zatrzymała transport w Gdańsku. Ja zatrzymałem rafinerię. Oboje chcieliśmy coś zrobić i zrobiliśmy. Teraz, po trzydziestu latach nie pozwolimy, aby wypaczano historię, której byliśmy uczestnikami. Brak mi słów, aby wyrazić uznanie dla Pani. Krytykanci Pani wczorajszego wystąpienia nie są godni czyścić Pani butów. Z wyrazami szacunku Zbigniew Kotuła

Pani Krzywonos, dziękuję

Janusz, zachowałeś się skandalicznie na wczorajszej uroczystości poświęconej 30-leciu powstania "Solidarności", zrobiłeś z tej uroczystości wiec poparcia dla Jarosława Kaczyńskiego. Jest mi wstyd za Twoje postępowanie, jeśli chcesz robić wiece PIS-u to je rób, ale jako osoba prywatna, a nie jako szef związku.

Szanowna Pani Krzywonos! Dziękuję, że zajęła Pani właściwe stanowisko i przywołała zebranych do porządku. Pani wystąpienie jest dla mnie przykładem prawdziwego związkowca, który zawsze mówi co myśli i nie pozwala na manipulacje.

Panie Prezydencie Wałęsa, po podjęciu przez Pana decyzji, że nie będzie Pan na uroczystościach, byłem decyzją zawiedziony (a nawet wściekły). Przepraszam. Wykazał się pan dalekowzrocznością. Janusz Mrozicki, sekretarz ZZ "Solidarność", Kimball, Poznań

Pragnę spokoju i zgody

Bardzo się cieszę, że Pani Henryka wyszła i powiedziała prawdę. Taki ktoś nam był potrzebny. Po prostu stał się cud. Takiego cudu też potrzeba, aby przenieść krzyż spod Pałacu Prezydenckiego. Nam potrzebny jest spokój, a nie to, co wyprawia Jarosław Kaczyński i jego ludzie.

Jestem matką czwórki dzieci i babcią, chciałabym zapytać Jarosława Kaczyńskiego czy on sam siebie lubi. Jest takie przykazanie "kochaj bliźniego swego jak siebie samego". Bo w zachowaniu Kaczyńskiego nie czuję aby siebie lubił, a to mówi samo za siebie, dlaczego tak się zachowuje. Pragnę spokoju i zgody i życzę tego samego naszej kochanej Polsce. Alicja Tokarska

Nie można być dumnym z plakietki "Solidarności"

Tak jak Solidarność, mam 30 lat. Jako młody człowiek wychowywany byłem w duchu patriotyzmu, poszanowania wolności i tolerancji. Nie obca nam była również rodzinna świadomość polityczna. Każdy oddany w powszechnych wyborach głos, był w mojej rodzinie starannie przemyślany. Nie obywało się bez kłótni i poróżnień. Mimo to, skrajne emocje, jakie niejednokrotnie towarzyszyły wspólnym dyskusjom, zawsze odbywały się w duchu wzajemnego poszanowania. Dlatego nie mogę patrzyć, jak Nasi Ojcowie traktują Naszą wspólną Historię. Jest mi wstyd!

Ostatnie obchody "Solidarności" przemieniły się w haniebny wiec polityczny. Może niewiele wiem i niewiele pamiętam (uprzedzając zawczasu zarzuty wobec mojego wieku), ale jestem przekonany, że wielcy działacze Solidarności'80, Ci którzy odeszli, wcześniej nawet i poróżnieni między sobą, wstydzą się razem ze mną i z moim pokoleniem! To, co robicie, jako byli działacze w walce o wolną Polskę, jest haniebne, bez klasy i wrażliwości.

W pierwszych wolnych wyborach, kiedy byłem uczniem szkoły podstawowej, utkwił mi w świadomości jeden piękny obraz: Mój tato przechadzający się korytarzem szkoły z plakietką Solidarności. Przypisany był do liczenia głosów. Nie wiedziałem, co to znaczy i po co ją nosi, ale byłem niewiarygodnie dumny z tego. Jego zaś ojciec, założyciel i pierwszy dyrektor Wrocławskiej Szkoły Kolejowej, strawił swoje życie na walce z komunizmem potajemnie nauczając religii, uświadamiając młodzież czym był Katyń i kto za nim stał.

Dziś nie można już być dumnym, ani wokół "wyzwolonego z kłamstwa" Katynia, bo przerosła go historia Smoleńska i wewnętrznych walk politycznych rodaków; nie można być dumnym z nauczania religii w szkole, bo podzieliła społeczeństwo, a Kościół jako instytucja przestał prowadzić dialog i niszczeje biskupimi walkami i skandalami; i wreszcie nie można być dumnym z noszenia plakietki "Solidarność", bo kojarzy już się z awanturnictwem i warcholstwem.

"Wstydno" pisał Gombrowicz o Polakach. Panowie, moje pokolenie wstydzi się za was, a kiedyś wyrzuci całą naszą historię do kosza i pójdzie po Nowe! Piotr Sieklucki, dyrektor naczelny i artystyczny, Teatr Nowy, Kraków

Brawo Pani Henryko! Kochamy Panią!

Bardzo dziękuję za artykuł przypominający piękną kartę trudnego życia Henryki Krzywonos! Ta wspaniała kobieta uratowała wczoraj honor Solidarności! Tylko ona zdobyła się na zdecydowaną postawę sprzeciwu wobec chamstwa i hucpy, które zdominowały obrady jubileuszowego zjazdu. To, co się stało, obraża wszystkich, którzy pamiętają tamten Sierpień 1980 roku. Gdzie są ważni i mądrzy ludzie w tym kraju? Dlaczego pozwalają na takie rozbicie społeczeństwa? Brak autorytetu moralnego w narodzie doprowadzić może do tragedii.

Cieszę się z dobrego głosu biskupa Gocłowskiego, który w TVN 24 mądrze zabrał głos na temat wczorajszych zdarzeń. Ale prawdziwą bohaterką Zjazdu 30-lecia Solidarności została Henryka Krzywonos. Trzydzieści lat temu zatrzymała tramwaj, wczoraj stanęła w obronie godności tych, którzy walczyli o wolność. Miała odwagę wstać i głośno na całą Polskę, i cały świat, zaprotestować przeciwko głupocie i złym emocjom.

Brawo Pani Henryko! Kochamy Panią! Anna Mieszkowska, autorka książki o Irenie Sendlerowej

Kto był straceńcem w tamtym czasie?

Pamiętam rok 1970, i że strzelano do robotników na wybrzeżu, pamiętam niepokój jaki towarzyszył nam w kraju w 1980 r., co będzie. I pamiętam bohaterów tamtych dni - gdy słuchało się wieczorami radia "Wolna Europa": Wałęsa, Gwiazda, Borusewicz, Michnik, Kuroń - podziwiałem ich za odwagę, co tam ja, podziwialiśmy ich wszyscy. Dzisiaj Lis mówi, że Lech Kaczyński był w stoczni przez godzinę, a Jarosława Kaczyńskiego w sierpniu w ogóle tam nie było. To nie on przeskoczył płot stoczni, to nie on zatrzymał tramwaj - zrobiła to Henryka Krzywonos. Trzeba było być straceńcem w tamtym czasie. Dzisiaj oklaskuje się Jarosława Kaczyńskiego - pytam się za co? Nie brał udziału w strajku, nie należał do grupy eksperckiej. Nawet komuna go nie internowała 13 grudnia - bo dla nich nie był nikim ważnym. marek-21-pl

Znowu poczułem się wykluczony

Siedząc w mieszkaniu w Warszawie, oglądając transmisję telewizyjną z jubileuszowego zjazdu "S" znowu poczułem się wykluczony, gdy słyszałem jak sala delegatów, etatowych funkcjonariuszy "S" wrzeszczy ""tu jest Polska". Znowu tak się poczułem, ponieważ kilka lat temu ideowy wódz tej wrzeszczącej tłuszczy ustawił mnie tam gdzie stało ZOMO.

A ja chcę się czuć u siebie, bo to jest również moja Polska, zasłużyłem sobie na to organizując strajki w sierpniu 1980 i 13 grudnia 1981 roku, współuczestnicząc w budowie i działalności ruchu "Solidarności" przez te wspaniałe 16 miesięcy. Działając krótko w podziemiu, a następnie siedząc w więzieniu i działając na rzecz "S" i Polski całe lata na emigracji.

Dzisiaj w kilka lat po powrocie do kraju słyszę z TV, że Polska jest tam, gdzie są ONI, wrzeszczą te zawłaszczające i wykluczające innych słowa jak natchnieni do wychodzącego premiera suwerennego rządu mojej wolnej Polski.

Zaraz się dowiem od zwolenników partii budującej nienawiść, jakim jestem sprzedawczykiem i zdrajcą. Chciałem i pragnąłem wolnej Polski, tak jak wszyscy, ale Polski bez nienawiści. Ale wówczas się nie bałem i Was funkcjonariusze "S" i budowniczy nienawiści z PiS, też się nie boję. Henryk Sikora

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.