Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Jako obywatel, wyborca i podatnik Rzeczpospolitej Polskiej stanowczo sprzeciwiam się podporządkowaniu debaty publicznej jednej tylko opcji politycznej, która nie szanuje ludzi o odmiennych poglądach, a efektem jej działań są coraz głębsze podziały w naszym społeczeństwie.

Nie podoba mi się, że jesteśmy wszyscy poddawani moralnemu i emocjonalnemu szantażowi przez tych polityków, którzy zmuszają nas do przyjęcia "jedynie słusznego" punktu widzenia. Przykładem takiego szantażu są wypowiedzi prezesa PiS: "Każdy, kto twierdzi coś innego, dopuszcza się ciężkiego, moralnego nadużycia" oraz "Jeśli ktoś tych faktów ze sobą nie łączy, jak sądzę, popełnia daleko idący błąd, albo ma jakieś kłopoty z myśleniem", a także wiele podobnych.

Niepokoi mnie, że media, publicyści, komentatorzy, a nawet autorytety publiczne, poddają się tym naciskom. Wypowiedzi niektórych polityków o rzekomej "zbrodni smoleńskiej" oraz o bezpośrednim wpływie premiera, ministra obrony narodowej, urzędników Kancelarii Premiera i innych urzędów RP na te wydarzenia są przez nich przyjmowane bez sprzeciwu. Jednocześnie pytania posła Janusza Palikota, dotyczące wyjaśnienia istotnych aspektów katastrofy smoleńskiej, jak i wydarzeń z nią związanych, komentowane są jako wybryki szaleńca.

Dlaczego wszyscy zaczynają swoje wystąpienia od stwierdzeń "wypowiedzi Palikota przekraczają normy" czy też "Palikot używa niedopuszczalnego języka"? A jednocześnie nikt nie reaguje na słowa Antoniego Macierewicza, który informuje, że w Smoleńsku doszło do zbrodni, a wyniki swojego śledztwa zna i ogłasza jeszcze przed jego rozpoczęciem? Dlaczego wniosek Janusza Palikota o ujawnienie treści rozmowy telefonicznej pomiędzy Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi, która miała miejsce kilkanaście minut przed katastrofą i mogła mieć znaczący wpływ na przebieg wydarzeń, określono mianem błazenady?

Apeluję do przedstawicieli mediów o rozsądek i profesjonalizm w przedstawianiu bieżących zdarzeń, o dostarczanie więcej rzetelnych informacji, a mniej niezdrowych sensacji.

Apeluję do polityków o porzucenie konformizmu i przeciwstawianie się psychologicznej presji i szantażowi "jedynie słusznej" wersji zdarzeń.

Nie zgadzam się na:

- wykorzystywanie katastrofy smoleńskiej w bieżącej walce politycznej;

- robienie z tego tragicznego wypadku głównej osi wydarzeń na najbliższe miesiące i lata;

- wykorzystywanie symboli i uczuć religijnych Polaków przez polityków w ich rozgrywkach o władzę;

- wmawianie mi, że białe nie jest białe.

W tragicznym wypadku pod Smoleńskiem zginęło 96 znaczących osób ze sceny publicznej. Szacunek i cześć dla ich pamięci nie pozwala milczeć, gdy ta bolesna strata jest traktowana instrumentalnie przez polityków i media.

Natalia Dopierała, Poznań
Marek Niedostatkiewicz
Marta Lempart
Paweł Makosz, Wrocław
Agnieszka Dudka, Wrocław
Wanda Jalocha
Małgorzata Jalocha
Andrzej Kornatczyk
Piotr Walawender, Nysa
Mateusz Kijowski
Jan Okrasiński, Warszawa
Mateusz Berent
Karol Kobzda
Daniel Szewczyk
Mateusz Kijowski, Owczarnia
Amelia Agnieszka Ostrowska, Decazeville (Francja)
Filip Byrski
Łukasz Marcin Biały, Kielce
Ewa Ślosarczyk
Daniel Markiewicz
Artur Ćmiel, Katowice
Agnieszka Magierecka
i ponad dwieście innych

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.