Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Poranny program w TVN24, dziś. Terlikowski i Legierski (co za miks!) zaproszeni w temacie sobotniej Europride w Warszawie. Ten pierwszy do drugiego: "Będę się modlił o pańskie nawrócenie!". Stonowany Legierski w pojedynku z krzykaczem poległ.

Przypomniała mi się sytuacja, moja osobista. Jakiś czas temu na ulicy zdybała mnie dwójka misjonarzy. Grzeczni (początkowo), uśmiechnięci, więc przystanęłam, również się uśmiechnęłam - bo niby czemu nie miałabym zamienić kilku zdań... Jestem ateistką, do razu panom to powiedziałam, nie czuję braku istoty wyższej w moim życiu, etc.

Rozmowa toczyła się sympatycznie krótką chwilę, gdy jednak misjonarze stwierdzili opór materii, zrezygnowani rzekli na do widzenia: "Cóż, rzeczywiście nie otrzymała pani tego daru, łaski wiary".

Zdumiona zamilkłam. Po chwili chciałam odpowiedzieć: wy zaś nie otrzymaliście łaski rozumu. Ale nie odpowiedziałam; szybko odeszli a ja zreflektowałam się: nie wolno w ten sposób odpowiadać, bo to byłoby rozmawianie na ich poziomie, moim zdaniem, niedopuszczalnym. Na poziomie nieuprawnionej wyższości, lekceważenia, pogardy dla inności, świadomości posiadania klucza do lepszej prawdy.

Tego rodzaju (powszechną u nas) postawę zaprezentował Terlikowski. W tempie kałasznikowa wystrzeliwał argumenty, nie chcąc nawet uważnie wysłuchać Legierskiego. Nie potrzebuje - ona zna Prawdę. To nie jest tylko jego prawda; to jest Prawda Uniwersalna, Pod Którą Musi Podpisać Się Każdy NORMALNY Człowiek.

Nie było nawet cienia refleksji: a może Legierski nie chce się nawracać - na wiarę, na heteroseksa, na cokolwiek - bo jest w życiu spełniony i czuje się świetnie z tym, co wyznaje i w co wierzy/nie wierzy? Co jest mu przecież prawnie zagwarantowane?

Padały oczywiście słowa o Janie Pawle II, ten argument ostateczny pada zawsze, gdy mówimy o moralności w kolorze polskim. Tu też synapsy Terlikowskiego nie zabzyczały tolerancyjnie ("tolerancja" - jakże on nie lubi tego słowa, jest takie libertyńskie, dekadenckie), nie zapytał rozmówcy, czy w ogóle Wojtyła jest dla niego autorytetem, wyznacznikiem.

Może być nim Harvey Milk, czy Kaczor Donald, nic nikomu do tego, póki prawo mówi to, co mówi... Dla pewnego rodzaju człowieka dewiant pozostanie dewiantem i nawet prawno-medyczne wykładnie międzynarodowe mówiące o orientacjach homo- i biseksualnej jako o uprawnionych tak samo jak hetero, nie mają dla T-Człowieka żadnego znaczenia. Może Biblia jest dla Legierskiego jedynie starożytnym poematem religijnym, który kiedyś w liceum musiał obowiązkowo "przerobić"? Może nawet czymś mniej? Może nie zajmuje centralnego miejsca w dębowej bibliotece między kolekcją szabli a jeleniem na rykowisku? Bo nie musi?!

Ten rodzaj pogardy jest niestety w nas bardzo powszechny. To jest coś więcej niż odrzucenie innych poglądów. To jest pogarda, realizująca się w myśl zasady, że Inne należy tępić, a co najmniej przeciw Innemu prowadzić krucjatę. Może Inne się nawróci.

Mam w swoim otoczeniu czterdziestoletniego geja, przyjaciel rodziny. Od lat udaje, że gejem nie jest. My wiemy, on nie mówi. Zatopiony w nietolerancyjnym środowisku zawodowym i prywatnym, trwa w tej wyniszczającej go iluzji. Kiedyś był narwanym, pełnym energii nastolatkiem, dziś jest przedwcześnie postarzałym, samotnym i zgorzkniałym facetem. Bardzo chciałabym go zobaczyć na Europride, ale wiem, że tak nie będzie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.