Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



To mówił na wiecu wyborczym w Sosnowcu kandydat PiS na prezydenta





Dla głosów lewicy kandydat na prezydenta wygłasza apoteozę Gierka. Potwierdza tym, że był ślepy i że dobrze mu się żyło w minionym systemie. Zresztą taki totalitaryzm i jednowładztwo, pod obojętnie jakim sztandarem, to jego marzenie.

Jeszcze bardzie bulwersujące opinie wyraził w programie Moniki Olejnik



Ja też w tym systemie żyłem i nie mam żadnych pozytywnych wspomnień. Nie jestem wdzięczny za "darmowe" studia, bo wiem, że solidnie zapracował na nie mój ojciec. I tak było z całym "darmowym" dobrodziejstwem. Nigdy nie czułem wyrzutów za aktywny udział w strajku 68 roku na Politechnice Warszawskiej. To ten łaskawy dla narodu system utrzymywał się (na przyzwoitym poziomie) z dystrybucji efektu pracy "ludu pracującego".

Do partii nigdy nie należałem. Byłem przez to "solą w oku". Gdy dzięki jedynie swym kompetencjom zostałem głównym energetykiem olsztyńskiego "Stomilu" nastał czas spłaty gierkowskich pomarańczy.

Wymyślono obcięcie normatywów zapasu węgla, bo "czarnym złotem" spłacaliśmy "gierkowskie" długi. Nam z trzymiesięcznego obniżono normatyw do miesiąca. Latem 1978. Jednak gdy przyszedł okres grzewczy i zużycie węgla wzrosło, bo ogrzewaliśmy nowe osiedla Olsztyna, stan zapasów spadał. Dostawy pozostawały na poziomie letnim a monity o zwiększenie pozostawały bez echa. Nie pomagały nawet w grudniu osobiste interwencje wojewódzkiego sekretarza PZPR. Zakład spalał 900 ton węgla na dobę a w Sylwestra mieliśmy... 30 ton.

Wtedy kotły stanęły a przyszła "zima stulecia". Zamarzł zakład i spora część miasta. Straty były ogromne. Tak rządził Gierek.

Potrafił tylko szukać kozłów ofiarnych. W Olsztynie znalazł mnie, mimo że nie w moich kompetencjach były dostawy węgla. Wypowiedziano mi warunki pracy proponując nowe, na które nie wyraziłem zgody i odszedłem. Niedługo potem założyłem prywatną działalność.

Dowiedziałem się później, że sekretarz mojego POP-u był za mym odejściem. Nie mogło być inaczej, gdyż jesienią, gdy ruszyły dodatkowe kotły, kazałem mu zdjąć krawat i iść na zmiany, na stanowisko, za które dostawał solidne pieniądze.

Tak pracowali niezależni ludzie w chwalonym gierkowskim systemie. Za niezależność i zasady musieli płacić. Ja nawet po latach, kiedy "Stomil" wszedł na giełdę nie dostałem udziałów, gdyż zabrakło mi w stażu pół roku pracy. A było to co najmniej dzisiejsze BMW oferowane w loterii TVP.

Myślę, że o moim przykładowym przypadku warto napisać. Nie jest to tekst wyborczy, a tylko otwierający niektórym oczy na miniony okres. Musimy szybko robić wszystko, by ratować Polskę.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.