Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Przeczytaj komentarz Michał Wojtczuka o propozycji burmistrza Śródmieścia Wojciecha Bartelskiego

Decydując się na szybką i bardzo wyrazistą reakcję na wstrzymanie przez NSA budowy "Żagla" miałem pełną świadomość konsekwencji. Nigdy nie otrzymałem od współpracowników ale i nieznajomych tylu głosów poparcia. Jednocześnie internetowi mędrcy szybko rozszyfrowali mnie jako przekupnego lobbystę, komunistę oraz pospolitego durnia. To jest w cenie. Ale nie mogę wybaczyć, że poważna gazeta przeinaczyła sens moich słów, na dodatek wyszydzając prawo władz dzielnicy do rozpoczęcia debaty. Trudno mi pojąć dlaczego, bo jak nikt inny stykamy się na co dzień z problemem kalekiego architektonicznie centrum.

Niczyja to dziś wina, że szaleńcy z Biura Odbudowy Stolicy zgwałcili przed półwieczem miejską tkankę szarymi, klockowatymi blokami. Ale naszą winą jest, że brak nam wyobraźni i odwagi by przerwać "chocholi taniec" i zacząć budować nowe, piękne miasto na gruzach tego co szpetne, a nie w szparach pomiędzy nim. Moje pomysły są przemyślane i logiczne i choć można się z nimi fundamentalnie nie zgadzać gotów jestem bronić ich w debacie akademickiej.

Przypomnę podstawowe postulaty: - dochodzenie roszczeń w drodze cywilnej a nie administracyjnej. To normalne i słuszne, by sąsiedzi rekompensowali swe szkody, jak brak słońca czy spękania, finansowo poprzez sądy cywilne. Ale dlaczego akurat sąsiedzi mają przymiot strony w postępowaniu administracyjnym (gdzie liczą się tylko argumenty formalne!) - nie rozumiem. Wszak od oceny formalnej jest organ gminy. Mniej radykalną możliwością jest ograniczenie możliwości odwoławczych do całych wspólnot mieszkaniowych, aby ukrócić pieniactwo jednostek.

- Rozszerzenie mechanizmu specustawy drogowej na plany zagospodarowania. Tak jak uznajemy że celem wyższej użyteczności jest budowa dróg, tak winniśmy uznać że celem wyższej wagi jest likwidacja budynków psujących tkankę miejską. Proponuję więc, by rada gminy mogła, w jawnej, eksperckiej i podlegającej ochronie prawnej procedurze uchwalać w planach zagospodarowania, które budynki przeznaczone są do wyburzenia. To zaś oznacza konieczność wykupu tych budynków od ich współwłaścicieli, którzy nota bene nabyli własność od miasta za 10% ceny. I tyle.

Kopernikański przewrót? Straszne? Chyba nie aż tak bardzo, ale chore wizje bierutowskich planistów należy skuć twardym dłutem. Inaczej nigdy nie wytłumaczymy cywilizowanemu światu dlaczego tam się da, a u nas nie. Najpierw pośmieją się, a potem odwrócą na pięcie. Będzie tak jak chce wielu: przaśnie i byle jak, ale swojsko.

Na koniec: zapewniam, że liberałem - i to pryncypialnym - pozostałem, choć to teraz niemodne. Ale wolność jednostki nie oznacza sobiepaństwa, a w środku wielkiego miasta musi ona nieraz ustąpić interesowi ogółu i ładowi urbanistycznemu.

Zainteresowanych proszę o kontakt: wojciech.bartelski@srodmiescie.warszawa.pl

Przeczytaj także: Szkielet wieżowca Libeskinda będzie straszył na Euro



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.