Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

A co Ty sądzisz o kampanii wyborczej? Dlaczego uważasz, że warto głosować? Czekamy na Twój list. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Na ostatniej wyborczej prostej robi się coraz goręcej. Wróciła kwestia komercjalizacji służby zdrowia. W Faktach TVN relacja z kilku prywatnych szpitali prowadzonych przez lokalne samorządy. Prosperują świetnie, są dobrze zarządzane, pacjenci zadowoleni - wszystko to w ramach kontraktów z NFZ, bez dodatkowego ssania pieniędzy z podatniczych kieszeni.

Tymczasem sztabowcy Kaczyńskiego grają starą, sprawdzoną melodię - nie masz karty kredytowej, lepiej nie wzywaj pogotowia, nie przyjedzie. Zdrowie tylko dla wybranych; czytaj - bogatych. Powiedzieć, że jestem tym oburzona, to za mało. Nie umiem dobrze nazwać uczucia, jakie budzi we mnie Poncyliusz czy Kluzik-Rostkowska, gdy walą w ten zdrowotny bęben. Może tak - są odpychający, jako ludzie i jako politycy.

Czemu tak mocno? Obszczekiwanie Komorowskiego casusem WSI, licznymi wpadkami, łowiectwem, szlachecką przaśnością - to mały pikuś. Może ująć procent lub dwa marszałkowi, ale w żadnej mierze nie dotyczy życia lub śmierci konkretnego wyborcy.

Napiszę tak - gdzieś z dala od Warszawy, w byłym, przygasłym mieście wojewódzkim, mieszka jedna z najbliższych mi osób - moja ukochana mama-teściowa. Nie jest wyżej wykształcona, pojmuje świat w czerni i bieli. Ma wspaniałe, dobre serce, ufne i nieco naiwne. Rok temu przechodziła operację w państwowym ZOZ-ie, w tym roku trzeba będzie ją powtórzyć, i być może jeszcze kiedyś - taka choroba.

Moi teściowie żyją ze skromnych emerytur, to być może połowa wartości garnituru, koszuli i krawata posła Poncyliusza. Mają już swoje lata, łatwa i szybka dostępność do służby zdrowia jest dla nich bardzo ważna. To właśnie na takich ludziach sztabowcy Kaczyńskiego ciułają wyborczy kapitał. A przecież wiedzą, że nie właściciel ZOZ-u ("państwo!"- krzyczą) jest tu kluczowy, ale szybka dostępność i jakość usług.

Chciałabym, by wiedzieli, że ten strach, ta obawa bytowa, szczególnie u mniej wykształconych, starszych i mniej zamożnych wyborców, to rzecz wymierna, prywatna, osobista i dojmująco odczuwalna... Czy PiS-owcy umieją uskutecznić w swoich głowach taką wizualizację? Wyobrazić sobie konkretnego człowieka z konkretnym STRACHEM? Wzbudzanym bezpodstawnie, na zimno?

Gdzieś na drugim biegunie buja się poseł Palikot, czyli burza w szklance wody. Przywoływany przez PiS jako ucieleśnienie zła wcielonego, choć pisowskim spin-doctorom w temacie obywatelskiego strachu mógłby zaledwie sznurówki wiązać. Nieoceniony i niedoceniony pajac, próbujący spuścić nieco powietrza z polskiego "godnościowego wzdęcia".

Szkoda, że nie umiemy się z siebie śmiać, być zdystansowani, autoironiczni. Jeśli spór po polsku, to do pulsującej żyły, do narodowościowego focha, do granic i murów. Po Smoleńsku ten foch urósł do nieznośnych rozmiarów. Jakubiak, Błaszczak, Bielan - wszyscy do granic absurdu napompowani smętnym, sjerjoznym powietrzem.

O autoironię otarł się nieco Komorowski w swoim spocie wyborczym, gdy mówi o urlopie nie na swoje życzenie (internowanie). Wciąż to przaśne i mało lotne, ale zawsze jakaś zajawka. Potrafił też obśmiać i zdyskontować wpadkę z Wikipedią i RBN. Marzy mi się taki youtube'owy filmik Kaczyńskiego - siedzi lekko uśmiechnięty w głębokim fotelu, na kolanach mruczy wielki kocur, obok jakaś perfidnie rachityczna roślinka w doniczce. "Wprawdzie żony brak, za to mam kota i dracenę!" Ale to chyba niemożliwe, prawda?

Andrzej Wajda skomentował kiedyś dyplomatycznie fenomen popularności filmów Pasikowskiego: "Pan Pasikowski wie o polskich widzach coś, czego nie wiem ja". Jeśli wygra Polska strachu, będę mogła powiedzieć podobnie o moich współobywatelach.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.