Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jakiego patriotyzmu dziś Polacy potrzebują? Zapraszamy do dyskusji. Piszcie: listydogazety@gazeta.pl



Ci, co się w tej kwestii wypowiadają w sążnistych artykułach zdają się również nie wiedzieć, po co to robią. Oczywiście twierdzą coś wprost przeciwnego. Że ich intencja jest jasna i czysta. Ale jedyne, co w tych tekstach można znaleźć, to najwyżej pomysły na to co należy zrobić i czemu wszyscy powinni się podporządkować.

Na przykład pytają: jakiego patriotyzmu dziś Polacy potrzebują? Sugerując, że można by ten patriotyzm wymyślić i zadekretować. Albo, czy czujemy się dumni, że jesteśmy Polakami? Sugerując, że być Polakiem jest lepiej niż czarnym Murzynem, parszywym Żydem albo innym popapranym Amerykaninem.

Ojczyzna jak prawda

Uznajemy patriotyzm za coś pozytywnego, o czym co prawda nie mamy pojęcia co by to mogło być, ale co nam ułatwia usprawiedliwianie się w naszym w osądzaniu i potępianiu jeden drugiego. Sądzimy, że patriotyzm nie jest przedmiotem odkrycia lecz wynalazku, lub może nawet, w pewnych przypadkach, wymysłu chorej wyobraźni. Że można tak, albo siak. Bo jeżeli można dla dobra Polski fałszować listy wyborcze, jak się usprawiedliwiała jedna z naszych posłanek na Sejm, to można też i coś ukraść. To znakomicie uspokaja sumienie.

A nadto, kiedy należałoby komu według zdrowego rozsądku odmówić prawa do jego własnej, indywidualnej koncepcji tego pojęcia i takiego, sprzecznego z moralną normą postępowania, pozostajemy bezsilni. Z tego powodu musimy dopiero tworzyć przepisy usprawiedliwiające okrężną drogą moralne postępowanie. Ten powszechny zamęt wynika z ogólnie akceptowanej niechęci do definicji. Bez definicji mamy bowiem większy komfort. Bo bez definicji patriotą może się ogłosić każdy obywatel, nawet taki, który na choćby najbardziej specjalną troskę zasługiwał.

W ten sposób udało nam się praktycznie pozbyć patriotyzmu z rzeczywistości, w której żyjemy i umieścić go w świecie kodów komunikacyjnych, którymi, zależnie od sprawności naszych ośrodków mowy i od rozwoju płatów przednich, możemy żonglować. Ale, jeśli rzecz nie istnieje w rzeczywistości, to co można o niej gadać?

Patriotyzm nie jest pod względem braku definicji terminem unikalnym. Podobnie nie ma obiektywnej definicji prawdy, choć wielu filozofów próbowało w tej sprawie zabierać głos. Prawdę bowiem także każdy woli mieć swoją własną. I nikomu nic do tego. W przypadkach skrajnej bezczelności można nawet nadać gazecie tytuł Prawda albo Ojczyzna.

Różnica między patriotyzmem czasu wojny, a patriotyzmem czasu pokoju

Szlachetny patriotyzm czasu wojny rodzi się i dojrzewa w atmosferze strachu. Patriotyzm czasu pokoju jest podróbką, pozbawioną strachu, tego najważniejszego składnika, po to, aby to choć przepoczwarzone pojęcie dotrwało formalne do czasu następnej wojny, kiedy będzie znów potrzebne we właściwym celu.

Podróbka patriotyzmu jest w czasach pokoju wykorzystywana jako wygodne przebranie mniej utalentowanym politykom do załatwiania interesów różnych grup w sytuacji, kiedy sami zainteresowani nie potrafią ściągnąć na siebie w inny sposób dostatecznej uwagi społecznej.

Wówczas mogą na przykład założyć biało-czerwone krawaty, bo taki zestaw kolorów powinien apelować do wszystkich Polaków i skłaniać ich do wypełniania tak arbitralnie wykreowanego obowiązku ratowania ojczyzny.

Kiedy kończy się wojna staramy się zagłuszyć pamięć strachu festynami triumfu. Oto się uratowaliśmy. Zwyciężyliśmy los i wroga. Ale łzy wzruszenia i uczucie rozpierającej patriotycznej dumy w czasie, na przykład, koncertu już nie wydają się kryć w sobie ani krzyny strachu ni ryzyka.

Wspaniałe poczucie wspólnoty. Przekonanie o wyjątkowym charakterze swojego narodu. W miarę upływu lat wszyscy stajemy się bohaterami, ofiarami Holokaustu, partyzantami, cichociemnymi, więźniami kacetów i gułagów i torturowanymi przez Gestapo trzynastoletnimi dziewczynkami. Śpiewamy pod pół litra partyzanckie pieśni i łzy nam ciekną ciurkiem po policzkach. Porywa nas wrzący, szalony entuzjazm, buta, potrzeba zademonstrowania własnej potęgi i rodzą się pełne żaru deklaracje.

Gdzieś na szarym końcu tego rankingu znajduje się Władysław Bartoszewski, cytujący Jana Kasprowicza:

Więc się nie dziwcie - ktoś może
Choć milczkiem słuszność mi przyzna
Że na mych wargach tak rzadko
Jawi się wyraz: Ojczyzna.

Na moich też.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.