Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Kampania wyborcza rozgrywa się w niezwykle gorącej atmosferze, tak będzie aż do końca, nie zmienią tego żadne zaklęcia ani marketingowe wezwania do powściągliwości i unikania konfliktów.

Te namiętności dotyczą jednego prosto sformułowanego pytania - czy prezydentem zostanie Jarosław Kaczyński czy też uda się tego uniknąć. Wszelkie inne kwestie są traktowane jako drugorzędne. Jedni boją się Jarosława Kaczyńskiego jak ognia (i do tych ja również należę), inni równie namiętnie go popierają.

Te namiętności mają oczywiście złożone źródła, lecz można spróbować nazwać je w wielkim uproszczeniu.

Emocje przeciw, emocje za

Ci, którzy boją się Jarosława Kaczyńskiego bardzo dobrze pamiętają jak destruktywny skutek dla sprawności polskiej polityki miały jego działania, dla nich powrót tych czasów to przerażająca perspektywa. Boją się, że wrócą czasy jałowych sporów o polskość, patriotyzm i prawdę, sporów, które zastąpią rozwój i modernizację kraju, a same nie przyniosą żadnego rozwiązania. Dla tych wyborców Bronisław Komorowski jest przede wszystkim ratunkiem przed Jarosławem Kaczyńskim.

Ci, którzy popierają Jarosława Kaczyńskiego to często ludzie zagubieni w rzeczywistości Polski współczesnej. Mam wrażenie, że na Jarosława Kaczyńskiego ludzie ci projektują swoją potrzebę życia w bezpiecznej i niezmiennej krainie prawd prostych i oczywistych, w której życie nie stawia wyzwań i nie wymaga nadążania za zmianą, a zagrożenia są znane z imienia i nazwiska. Choć taka kraina nie istnieje, choć przemian nie można zatrzymać, choć ich wybraniec przyniesie zgiełk bitwy w miejsce pokoju, to nie wydaje się, aby byli gotowi zrezygnować ze swoich wizji.

Niezależnie od tego, jak nietrafnym z powodu uproszczenia jest powyższy osąd, jedno wydaje się pewne - oboma stronami sporu kierują głównie emocje.

Pytania do Komorowskiego i PO

Czy sprawa wyboru Bronisława Komorowskiego na prezydenta to wyłącznie kwestia obrony przed Jarosławem Kaczyńskim? Czy formułując wyłącznie w ten sposób wymagania nie zdejmujemy z Bronisława Komorowskiego i Platformy Obywatelskiej istotnej odpowiedzialności za przyszłe działania? Czy nie powinniśmy zadawać pytań i stawiać twardych wymagań, które idą dalej i które przekraczają doraźną potrzebę odsunięcia Jarosława Kaczyńskiego od władzy?

Mamy za sobą kilka lat rządów PO, które były sprawowane w dość niesprzyjających warunkach. Prezydent Lech Kaczyński nie wspierał działań reformatorskich rządu, wręcz przeciwnie, starał się je utrudniać. Miejsce współpracy dla dobra i rozwoju państwa zajmowały jałowe i nic nie wnoszące spory. Tak było z pewnością, ale czy też nie było to wygodną wymówką dla rządu PO do uzasadniania zwyczajnej bierności?

Tak czy inaczej mamy za sobą kilka lat dreptania w miejscu, w wielu kwestiach, które dla przyszłości kraju mają charakter kluczowy.

Jeśli PO oczekuje, że w sposób świadomy dokonamy wyboru Bronisława Komorowskiego na urząd prezydenta, to muszą paść z jej strony jasne i poważne deklaracje, czego po tym wyborze możemy oczekiwać.

Modernizacja kraju, głupcze!

Potrzebny jest kontrakt pomiędzy rządzącymi, (którzy z PO pochodzą właśnie) a rządzonymi, co do tego jak rządzący zamierzają spożytkować poparcie i warunki, które stworzą im rządzeni poprzez wybór Bronisława Komorowskiego na prezydenta.

To musi być jasna umowa: macie większość parlamentarną, macie szanse by ją umocnić w kolejnych wyborach parlamentarnych, macie szanse by mieć prezydenta, który sprzyjać będzie waszym działaniom - to wszystko dają wam wasi wyborcy, ale nie w zamian za frazesy.

PO, o ile zamierza uczciwie odpowiedzieć na udzielone poparcie, musi podjąć się modernizacji kraju, nawet za cenę utraty popularności w przyszłości. To jest moment dla całej PO, dla Bronisława Komorowskiego i dla Donalda Tuska, kiedy trzeba pokazać swoją dojrzałość i rzeczywistą wartość.

Platforma Obywatelska ma szanse uzyskać na najbliższe lata warunki polityczne, których nie miał dotychczas żaden z rządów wolnej Polski. Może mieć plan zmian i rozwoju i może ten plan zrealizować. To są twarde fakty, które powinny być treścią tej kampanii wyborczej. Jestem gotów do takiej umowy przystąpić, pieczętując to wyborem Bronisława Komorowskiego na prezydenta, ale z tym wyborem formułuję wyraźne i bezwzględne oczekiwanie. PO musi podjąć program rozwoju i modernizacji kraju. Z realizacji tego zadania zamierzam w przyszłości PO rozliczyć. Jako wyborca nie wyrażam zgody na kolejne lata zmarnowanych szans i licznych zaniechań.

PiS musi być zdolne do przyszłego przejęcia władzy

Czy Prawo i Sprawiedliwość jest partią, którą należy usunąć z polskiego życia politycznego? Polska potrzebuje alternatywy, potrzebuje opozycji, która jest zdolna stanąć w przyszłości do walki o władzę, ma potencjał, by tę władzę przejąć w drodze demokratycznych wyborów i ma plan, by tę władzę z pożytkiem dla kraju sprawować.

Polska potrzebuje opozycji, która będzie zdolna do przejęcia władzy, jeśli PO nie wywiąże się z podjętego zadania. Taką opozycją mógłby być PiS, ale nie jest. Nie jest, ponieważ pozytywny program dla Polski zastępuje grą na emocjach, kompleksach i zahamowaniach jej obywateli.

Jarosław Kaczyński prezentuje mistrzostwo w manipulowaniu opinią publiczną, mistrzostwo w rozgrywaniu potyczek, które mają zapewnić popularność jego partii, ale nie potrafi sformułować długofalowego pozytywnego planu rozwoju.

Nie sądzę, aby pod rządami Jarosława Kaczyńskiego w PiS zaistniały jakiekolwiek zmiany w sposobie działania. PiS winien szukać przywódcy zdolnego do sformułowania dla partii długofalowego programu działania, który stanie się pozytywną ofertą dla szerokiego spektrum wyborców. Nadchodzi czas na zmianę w PiS, a dla Jarosława Kaczyńskiego czas na polityczną emeryturę. Im większa będzie jego porażka w najbliższych wyborach prezydenckich, tym szybciej zaczną się zmiany w PiS z pożytkiem dla wszystkich.

Gra wyborcza toczy się na emocje, ton kampanii jeszcze wciąż usiłuje nadawać żałobna retoryka PiS podtrzymywana przez publiczną telewizję. Katastrofa w Smoleńsku nie będzie jednak źródłem twórczego mitu ani dla PiS ani dla kogokolwiek w Polsce, za kilka lat będzie to wyłącznie wydarzenie z minionej historii, jakich wiele.

Natomiast wyborcy w Polsce będą rok po roku dorastać i zadawać coraz bardziej racjonalne pytania. Wygra ten, kto usłyszy je pierwszy.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.