Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Artykuł "Nadzorczyni z SS" wywołał kontrowersje wśród czytelników.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Niepotrzebna reklama dla zbrodniarki

Przeczytałam rozmowę ze "śliczną, rezolutną blondynką" - Joanną Czopowicz "urzeczoną" sadystyczną strażniczką obozu Auschwitz-Birkenau - Irmą Grese. Jestem zbulwersowana tonem tej rozmowy, licznymi zdjęciami oprawczyni i ocierającymi się o pornografię szczegółami. Jest coś niezdrowego i perwersyjnego w tonie całego tekstu. I ta niebezpieczna tendencja - ofiara pozostaje anonimowa; a czytelnik zapamięta, że ból i cierpienie więźniarek doprowadzały nadzorczynię do orgazmu (wyjątkowo niesmaczny fragment tekstu).

Kilka lat temu dzięki "Wysokim Obcasom" poznałam historię zakochanej pary: Żydówki Meli Zimetbaum i Polaka Edwarda Galińskiego - tragicznych uciekinierów z obozu Auschwitz-Birkenau. Pomyślałam - szkoda, że ta para pozostaje nieznana; Mela i Edward mogliby dołączyć do grona bohaterów rozpoznawalnych w każdym zakątku świata - tak jak np. Anna Frank.

Naprawdę żałuję, że tak wiele miejsca zajęła w Obcasach "rezolutna" Czopowicz i fascynującą ją zbrodniarka i roztrząsanie problemu, czy pani Czopowicz czuła się "bosko" wyobrażając sobie siebie w mundurze SS. Nie potrafię zrozumieć, jaki jest cel takich artykułów; wolałabym, aby autorka pozostała na swojej stronie internetowej. Zofia Nosal

Gloryfikacja faszyzmu

Po przeczytaniu artykułu na temat komiksu o Irmie Grese zainteresowałem się trochę jego autorką i jej fascynacjami. No i pojawiło się kilka pytań: - czy równie łatwo byłoby dziś w Polsce narysować (i publikować), stworzyć kilka blogów, z dumą opowiadać i jawnie fascynować się zbrodniarzami z Katynia lub UPA?

Czy stworzenie plakatu upamiętniającego 63. rocznicę śmierci zbrodniarza hitlerowskiego i napisanie z tej okazji wiersza o 63.(!) zwrotkach jest czymś, co można potraktować z przymrużeniem oka?

Czy bezpodstawne powoływanie się skrzywionej psychicznie pseudoartystki na przemyślane i wielowymiarowe dzieła Zbigniewa Libery może zostać potraktowane przez Polaków jako kolejny głos w demokracji? Według mnie odpowiedź na te pytania brzmi - NIE.

Uważam, że twórczość gloryfikująca zbrodnie hitlerowskie powinna być przede wszystkim społecznie napiętnowana, nie mówiąc o zapisach prawnych, które wyraźnie zakazują gloryfikacji faszyzmu. Uważam, że, prokuratura powinna mieć wydatki i na takie sprawy. Łukasz, Wrocław

Odpowiedź autora:

Na trop oświęcimskiego komiksu Joanny Czopowicz naprowadził mnie (i współautora - Marcina Kowalskiego) oburzony tego rodzaju "sztuką" czytelnik (jego list rozpoczyna drugi akapit tekstu "Urzeczona..."). Obejrzeliśmy "dzieło" - szok.

Pojechaliśmy do Gdańska na spotkanie z neonazistką-wariatką, a spotkaliśmy młodą artystkę, która uległa chorobliwej fascynacji. Dziewczynę inteligentną i ładną - no cóż - może byłoby lepiej dla "tonu" artykułu, gdyby to była tępa brzydula o nienawistnym spojrzeniu... ale tak nie było.

Pozostaje do rozważenia kwestia, czy opisując Czopowicz - promujemy ją? Myślę, że tak. "Gazeta Wyborcza" z racji nakładu czyni znanym każde opisywane zjawisko i działanie.

Czy to znaczy, że mamy - reporterzy "Gazety" - opisywać tylko to co ładne, zbożne, godne popularyzacji? Myślę, że nie.

Czy powinniśmy zatem - opisując zjawiska i działania naganne - krytykować je? Znowu myślę, że nie.

Reportaż to nie komentarz. Reporter opisuje i zakłada, że czytelnik sam wyciągnie wnioski. Państwo je wyciągnęliście, a ja się z nimi całkowicie zgadzam. Sam zapytałem tę młodą artystkę, czy nie uważa, że trochę jej się pomieszało w głowie. Odpowiedź na to pytanie jest pierwszym akapitem reportażu.

Ostatnia rzecz, którą chciałbym wyjaśnić: "niesmaczny" fragment o orgazmach Ingi Grese wyszedł spod pióra ocalonej lekarki-Żydówki Giselli Perl. Piotr Głuchowski

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.