Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Czytam wczorajszy wywiad z premierem Tuskiem. Gazeta wytłuszcza tekst, którego przekaz w mniemaniu premiera ma stanowić o kampanijnej sile Platformy i jej kandydata na prezydenta. Pozornie wszystko jest OK - znane nuty: jest przyjemnie, przyjaźnie, miła zieleń w premierowskich ogrodach.

"Mamy atut w tej kampanii: nie musimy się przebierać za ludzi życzliwych, optymistów (...)". Zastanawiam się, czy to mówi ten sam Donald Tusk, którego podejrzewałam o nielichy instynkt polityczny (lub najlepszych dostępnych speców na back-stage'u) i wyciągnięcie wniosków z poprzedniej porażki prezydenckiej. A także z porażki śp. kanapowej Unii Wolności - ona też tylko "uprzejmie była".

Jest pewne abecadło polityczne, nienaruszalne wyborcze dogmaty, przetestowane przez zachodnie demokracje, szczególnie przez demokrację amerykańską. Wybory prezydenckie SĄ teatrem, SĄ kreacją, SĄ uwodzeniem wyborcy!

Tak, po Smoleńsku trzeba uwodzić z wyczuciem, ale demokracja nie zmniejsza obrotów ani na moment. Wiedzą to doskonale sztabowcy Kaczyńskiego, przecież najbardziej tą katastrofą doświadczonego. Dlaczego Komorowski wciąż się kryguje? Przecież można z kulturą i umiarem promować wizję prezydentury odmienną od tego, co prezentował Lech Kaczyński. Mam wrażenie, że nie docenia się mądrości nas, wyborców. Umiemy oddzielić sacrum od profanum, żałobę od niezbędnego starcia politycznego. Jest na to działanie wielka nisza! Świadczy o tym fakt, że wg sondaży wciąż jest ogromna grupa wyborców, która na to czeka. Której martyrologiczna melodia PiS-u nie kupiła. Jeszcze.

Nie wystarczy "przyjemnie i przyjaźnie być". Nie wystarczy merytorycznie i spokojnie cedzić okrągłe słówka, gdy konkurencyjna machina PiS-owska pracuje pełną parą - proszę się przyjrzeć, Sławomirze Nowaku, i wyciągnąć wnioski, póki jest czas.

Biadolenie o posmoleńskim wyciszeniu kampanii nie jest już nawet nużące, jest zwyczajnie irytujące. Kto powiedział, że w cieniu Smoleńska nie można prowadzić ekspansywnej kampanii z klasą? Przecież także marszałek Komorowski ma ogromny potencjał wyborczy w tej tragedii, jakkolwiek twardo i niestosownie mogłoby to zabrzmieć.

Cóż, to nie zabawa plastikowymi grabkami w piaskownicy, tylko zawody wagi ciężkiej. W samolocie prezydenckim byli ludzie - także z obozu Komorowskiego - którym bliska była wizja państwa nowoczesnego, dynamicznego, otwartego na sąsiadów i świat, z szacunkiem dla tradycji i historii.

Wybrzydzamy na mariaże Jarosława Kaczyńskiego z tabloidami, na zdjęcia w parku, z córką i wnuczką. Chapeau bas, panie prezesie. Intelektualne elity mogą się obrażać na schlebianie tym POZORNIE miałkim gustom wyborczym. Ale takie są właśnie reguły tej przedwyborczej gry.

To nie wybory parlamentarne, gdzie toczy się walka na programy (i gruszki na wierzbie). Wybieramy jednego z nas. Ten "primus inter pares" jest naszym zwierciadłem, ale też naszym dążeniem; dlatego właśnie chcemy go widzieć w parku, z rodziną, przy dębowym biurku, z fortepianem w tle (brawo nr 2 dla spin-doctorów).

Marszałek Komorowski ma sympatyczną żonę, wyglądającą swojsko i przyjaźnie. Kilkoro dzieci. Rodzinną tradycję. To jest gigantyczny potencjał - ten miks tradycji i wizji prezydentury platformerskiej - nowoczesnej, otwartej, jednoczącej. Nikt nie będzie oczekiwał od pani Komorowskiej, że będzie Michelle Obamą, a pan marszałek - Barrackiem. Krawiec tak kraje, jak mu materiału staje. Nie czas historyczny na wodotryski i pikniki, raźne wskakiwanie i zeskakiwanie (bez zawału) na scenę. Mam jednak nadzieję, że między tymi ekstremami - byciem na modłę amerykańską, a niebyciem na modłę smoleńską - jest wielkie pole czekające na zagospodarowanie.

Skąd kuriozalny pomysł o wycofaniu się z billboardów? Czy umiarkowany przekaz z nich płynący, przekaz stonowany, merytoryczny może kogokolwiek urażać? Czemu youtube ma być cacy, a billboard be? Powtarzanie jak mantry (dzisiejszy Grzegorz Schetyna) słów o zawłaszczaniu Smoleńska i obecnej nieautentyczności Jarosława Kaczyńskiego, jest nieskuteczne. Jarosław Kaczyński póki co JEST skuteczny.

Nawet jeśli Platforma ma jakieś wunderwaffe na końcówkę kampanii, może być pewna, że PiS ma bicz dwa razy dłuższy. Do roboty, Panie i Panowie. Mam nadzieję, że grzejecie silniki.

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.