Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Na naszych oczach rozgrywa się jedna z największych manipulacji w historii wolnej Polski. Grupa ludzi usiłuje zawładnąć tragedią w celu wypromowania swojego przywódcy w wyborach prezydenckich. Ich siłą nie jest program lub argumenty. Siłą ich przywódcy nie jest wizja państwa, osobowość czy idee. Mienią się spadkobiercą tragedii i w uczuciach, które ta tragedia wywołała chcą szukać poparcia. Nie chcą stawać do pojedynku na argumenty i będą tego unikać. Cynicznie wykorzystają emocje by zdobyć władzę.

Wypadek w Smoleńsku wywołał silną reakcję emocjonalną społeczeństwa. Ludzie odczuwają współczucie wobec ofiar i ich rodzin. Ludzie zatrzymują się przy tym z milczeniem i zadumą. Ludzie odczuwają współczucie dla Jarosława Kaczyńskiego i jego rodziny. To dobre emocje. To emocje głęboko zakorzenione w polskiej tradycji, która w obliczu śmierci wymaga szacunku i współczucia.

Tradycja ta oznacza dla wielu również "zamilknij, jeśli nie możesz mówić dobrze". Nakaz milczenia w obliczu tragedii, poczucie przyzwoitości zmusza wielu do milczenia wobec manipulacji, która rozgrywa się na naszych oczach. Staliśmy się zakładnikami własnej przyzwoitości. Będąc przyzwoitymi staliśmy się bezbronni wobec manipulacji.

Ludzie PiS, telewizja publiczna (która swej sympatii dla PiS nawet nie próbuje maskować), inne media, część hierarchii kościoła katolickiego, uczestniczą w tej manipulacji bez refleksji. Poczucie racji, które mają, sprawia, że wyraźnie nie czują moralnych zahamowań. Jest to niemal idealna ilustracja zasady "cel uświęca środki".

Tak rodzi się totalitaryzm, którego istotą jest to, że nie waha się sięgać po moralnie naganne środki, by dotrzeć do zamierzonego celu.

Metoda na razie wydaje się być bardzo skuteczną, przestrzeń polityczna stała się teatrem aktywnego działania jednego aktora, który choć fizycznie nieobecny rękami swoich zwolenników reżyseruje przebieg zdarzeń. Wszyscy inni czekają w napięciu na to co zrobi, bezbronni jak muchy, które znalazłszy się w sieci śledzą ruchy pająka. Nieprawość ubiera się w szaty cnoty a przyzwoici milczą spętani siecią konwenansów. Czyżby wszyscy zaakceptowali reguły tej gry?

Po wyborach prezydenckich możemy się zbudzić w kraju dalekim od marzeń. Na pozór mało realna prezydentura Jarosława Kaczyńskiego może się ziścić. Jeśli taki scenariusz się ziści to nie drogą przemyślanych wyborów, lecz w wyniku przyjętej w milczeniu manipulacji. I rzecz nie w tym, kto zostanie wybrany, lecz w przyczynie tego wyboru, która nie mając nic wspólnego z ważeniem racji nie może prowadzić do dobra publicznego.

Warto rozważyć taką możliwość. Winni będziemy wszyscy, nie tylko ci, którzy raźno uczestniczą w manipulacji, również ci, którzy patrzą na to w milczeniu.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.