Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Urodził się w 1935 roku. Matką jego była Halina z domu Kawecka pochodząca z Torunia, ojcem - oficer artylerii konnej kapitan Kazimierz Solski, aresztowany w 1939 roku w Baranowiczach, następnie uwięziony przez Sowietów w obozie w Kozielsku i zamordowany w Katyniu. Ten sam los spotkał także jego brata majora Adama Solskiego.

Po 17 września 1939 roku mały Leszek przekroczył wraz z mamą nielegalnie granicę polsko-rosyjską. Najpierw zamieszkali w Rembertowie, następnie w Warszawie, na Ochocie przy ul. Niemcewicza. Po upadku Powstania Warszawskiego trafili do obozu pracy w Lerthe koło Hanoweru.

W końcu gehenna wojenna skończyła się i Leszek wraz z mama oraz babcią Martyną wrócili do Torunia i rodzinnego domu. Chłopiec poszedł do szkoły podstawowej, potem został uczniem I LO im. M. Kopernika w Toruniu. Był wysportowany, należał do harcerstwa , czym imponował swojemu dużo młodszemu kuzynowi. Pamiętam z opowiadań jego mamy, że miał wiele zainteresowań .Gdy go poznałam był już inżynierem z dyplomem Politechniki Gdańskiej, mężem Ewy, dyrektor Wojewódzkiego Centrum Onkologii w Gdańsku, i ojcem dwóch wspaniałych córeczek, Hani oraz Joasi. Lubił mówić o swojej rodzinie, wożeniu dziewczynek na zajęcia sportowe, psach przewijających się przez ich domy, wakacyjnych wyprawach. Miał w sobie ciekawość świata i niespożytą energię. Często Jego żona żartowała, iż poślubiła mężczyznę z ADHD. Niezwykle ruchliwy nie pozwalał też innym na bezczynność. Chwilami było to nawet denerwujące, ale muszę przyznać, że wszyscy ulegali jego urokowi i fantazji.

Utkwiły w mojej pamięci jego wspomnienia dotyczące dzieciństwa, słuchanie w latach 1951/52 w Radiu Wolna Europa fragmentów pamiętnika znalezionego w 1943 roku podczas ekshumacji zwłok stryja Adama, o tym, iż już wtedy wiedział, że nie wolno głośno mówić o Katyniu.

Po latach czasem dowiadywał się ze zdumieniem, że zginęli tam członkowie rodzin jego znajomych. Dorosło pokolenie osieroconych przez ojców dzieci, w których na lata całe prawda o czasach przemocy i zbrodni została ukryta głęboko w sercu i duszy.

Dopiero w 1989 roku Leszek Solski mógł zobaczyć miejsce kaźni polskich oficerów, miejsce śmierci swego ojca, żyjącego we wspomnieniach najbliższych i paru pamiątkach po nim. W 49. rocznicę Katynia Leszek służył do mszy odprawianej w lesie katyńskim przez księdza prałata Zdzisława Króla. Jadąc tam w 1989 r., zabrał ze sobą wieniec i 4 szarfy przygotowane przez córki. Dlaczego aż 4? Jedna była dla ojca, druga dla stryja Adama od córki Ewy mieszkającej w Otwocku i jego bratanka, trzecia dla pułkownika Dionizego Krechowicza od wnuczki Ewy, czyli żony Leszka, a czwarta dla członka rodziny zięcia Leszka-Bartosza.

Parę miesięcy później przeżył zawał serca. Gdy go odwiedziliśmy pokazywał nam zdjęcia z wyprawy do Katynia. Dziś też miał kilka z nich przy sobie.

W 1990 roku dzięki wsparciu pracowników Biblioteki Politechniki Gdańskiej zrealizował swój pomysł pt. "Fotograficzne archiwum pamiątek po zamordowanych z Gdańskiej Rodziny Katyńskiej". Wystawę tę obejrzeli Ronald oraz Nancy Reagan będący gośćmi księdza Henryka Jankowskiego i zwiedzający Bazylikę św. Brygidy. Pamiątkowe zdjęcie Leszka z byłym prezydentem USA i jego żoną mieliśmy okazję oglądać podczas spotkań rodzinnych. Miał je przy sobie dzisiaj, wsiadając do rządowego samolotu.

Leszek zaangażował się także w tworzenie Epitafium Katyńskiego w Bazylice św. Brygidy. W kultywowaniu pamięci o przeszłości naszego narodu był niezwykle konsekwentny. Odnajdywał ludzi związanych z tym miejscem wszędzie tam, gdzie w swych wojażach z żoną dotarł.

Wczoraj, goszcząc u nas w Warszawie po przylocie z Gdańska, o nich nam opowiadał. Pokazywał ostatnie listy swojego ojca pisane do żony Haliny, zdjęcie ze ślubu rodziców, zdjęcie Kazimierza Solskiego startującego w 1933 roku w oficerskich zawodach konnych w Zakopanem, itp. Te zdjęcia też miał w samolocie.

"Nasz Leszek", jak dziś o nim powiedział jeden z wujków, nie żyje.

Wspomnienie o Leszku Solskim dedykuję jego żonie Ewie, córkom, zięciom i ukochanym wnuczkom Marysi oraz Oli mieszkającym w Kanadzie, rodzeństwu ciotecznemu czyli Gabi, Wieśkowi, Mirkowi z ich rodzinami oraz wszystkim tym, którym on był bliski.

Panna młoda z 1972, która wciąż przechowuje zdjęcie ze swoim niezwykle przystojnym świadkiem.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.