Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Jestem bezrobotnym od momentu skończenia studiów w październiku 2008 roku. Zaraz po skończeniu studiów wyjechałem na 2 miesiące do pracy w Anglii. Praca tam miała pozwolić mi na zdobycie środków na przetrwanie w Polsce podczas poszukiwania pracy. Jako świeżo upieczony absolwent myślałem, że w miarę szybko znajdę pracę. Jednak rzeczywistość okazała się inna.

W nowym roku 2009 wyruszyłem na poszukiwanie pracy. Po miesiącu poszukiwań okazało się, że znalezienie pracy nie jest takie łatwe jak się na początku wydawało. Postanowiłem więc zarejestrować w Powiatowym Urzędzie Pracy w Mikołowie i pójść na staż. Pytałem w PUP-ie o taką możliwość. Pani z działu, który organizuje staże powiedziała, że jeżeli znajdę sobie ofertę stażu to oni dopilnują formalności. Udało mi się załatwić staż w MOPS-ie w Mikołowie.

Na stażu byłem 3 miesiące, gdyż pojawiła się oferta pracy w firmie zajmującej się pozyskiwaniem środków unijnych. Aby podjąć zatrudnienie w tej firmie musiałem zrezygnować ze stażu i wyrejestrować się z Urzędu Pracy. Tak też zrobiłem. Jednakże po miesiącu okazało się, że z pracy w tej firmie nic nie wyjdzie. Zakończyłem pracę, ponieważ oferowali tylko umowę o dzieło i nic ponadto. Przez ten miesiąc straciłem pieniądze na dojazd do pracy i na kontakty z potencjalnymi klientami (paliwo, rachunki za telefon), nie zarobiwszy ani grosza.

Nie pozostało mi nic jak tylko zarejestrować się ponownie w Urzędzie Pracy. Było to na początku lipca 2009 roku. Po ponownym zarejestrowaniu się nie przedstawiono mi żadnej oferty pracy i wyznaczono termin zgłoszenia się w Urzędzie za miesiąc. Wcześniej postanowiłem też wystartować w konkursie do Urzędu Marszałkowskiego i do Urzędu Miasta w Mikołowie. W konkursach do Urzędu Marszałkowskiego startowały tłumy ludzi, ponad 100 osób na 2-3 wolne stanowiska, na które ogłaszano konkurs. Mimo to dwukrotnie dostałem się na rozmowy kwalifikacyjne, ale na tym moja przygoda z tym Urzędem się zakończyła. Do Urzędu Miasta w Mikołowie też nie udało mi się dostać. A z ponownego ubiegania się o stanowisko urzędnicze zrezygnowałem dowiedziawszy się jak naprawdę wygląda rekrutacja, że liczą się tylko znajomości...

Szukałem sam

Postanowiłem szukać pracy poza sferą urzędniczą. Rozpoczął się dla mnie maraton wysyłania CV, dzwonienia i jeżdżenia po pracodawcach w poszukiwaniu pracy. Byłem na kilku rozmowach kwalifikacyjnych, jednak bez rezultatów. Jako że nie miałem doświadczenia zawodowego krąg ofert pracy i firm chętnych do zatrudnienia mnie był dość wąski. Postanowiłem korzystać z agencji i portali z ofertami pracy. Jednakże pozostawało tylko echo wysłanych CV.

W sierpniu stawiłem się na termin w Urzędzie Pracy. Przedstawiono mi ofertę pracy w ogóle nie związaną z moim wykształceniem i umiejętnościami. Skończyłem politologię na Uniwersytecie Śląskim, a urzędniczka przedstawiła mi ofertę dla programisty komputerowego maszyn produkcyjnych!

Stwierdziłem, że nie mam o tym pojęcia i nie mam takich kwalifikacji. Zapytałem czy są jakieś inne oferty, a pani stwierdziła, że dla osoby z moimi kwalifikacjami nie ma, ale nie może mnie wypuścić bez przedstawienia mi oferty! (sic) Nie było dyskusji, albo biorę ofertę i skontaktuję się z pracodawcą albo mnie wyrejestrują z PUP. Zgodziłem się skontaktować z pracodawcą, moje CV zostało z miejsca odrzucone. Kolejny termin wyznaczono mi za kilka miesięcy.

Jak widać nie jest ważne czy przedstawiona oferta jest sensowna czy nie, byle człowiekowi coś wcisnąć i się go pozbyć. Nieważne, że i tak nie masz szansy na pracę niezgodną z kwalifikacjami.

Przeglądając ogłoszenia i porady jak szukać pracy natknąłem się na wzmiankę o możliwości dofinansowania studiów podyplomowych przez Urząd Pracy. Postanowiłem skorzystać z tej możliwości i złożyłem w PUP wniosek o dofinansowanie, które później otrzymałem. Od listopada rozpocząłem studia podyplomowe na kierunku menedżer logistyki na Akademii Ekonomicznej w Katowicach.

Złożyłem też wniosek o szkolenie dla pracowników administracji, jednakże nie zostałem skierowany na to szkolenie, tylko wpisano mnie na listę rezerwową. Drugi mój wniosek dotyczył dofinansowania szkolenia na wózek widłowy. Zdecydowałem się złożyć ten wniosek, ponieważ w drugim półroczu 2009 roku było wiele ofert dla osób z uprawnieniami na wózek widłowy. Jednakże i tym razem mi odmówiono ze względu na brak środków.

Osobną sprawą jest kontakt z doradcą zawodowym. Oceniając i opiniując złożone przeze mnie wnioski, moją determinację, chęć podjęcia pracy, itp. dwukrotnie ten sam doradca zawodowy w odstępie miesiąca bardzo różnie mnie ocenił. A przecież nie czekałem na ofertę z PUP-u, tylko sam szukałem możliwości. Nie odbyłem też rozmowy z doradcą, jak szukać pracy i jak ułożyć swoją ścieżkę zawodową. Wszystkiego dowiadywałem się na własną rękę.

Za duża pomoc dla jednego

W grudniu 2009 r. zacząłem zastanawiać się czy ponownie mógłbym pójść na staż, żeby zdobyć doświadczenie. Skontaktowałem się w tej sprawie z PUP. Przedstawiłem moją sytuację i zapytałem o taką możliwość. Pani w referacie od staży powiedziała, że jednym z kryteriów kwalifikujących do odbycia stażu jest brak doświadczenia zawodowego, które spełniałem i nadal spełniam. Po nowym roku ponownie upewniłem się, że mogę iść na staż, ale tym razem powiedziano mi, że nie wiadomo czy staż da się pogodzić z dofinansowaniem studiów podyplomowych, bo to zbyt duża pomoc dla jednego bezrobotnego. Ale panie w referacie utwierdziły mnie w tym, że jeżeli znajdę pracodawcę, który zorganizuje dla mnie staż, to mam szansę. Rozpocząłem poszukiwania firmy, która zgodziłaby się na staż i w międzyczasie przeglądałem oferty pracy.

Znalezienie pracodawcy gotowego zorganizować staż zajęło mi prawie 2 miesiące, ponieważ wszędzie gdzie pojechałem byłem zbywany tym, że firma nikogo nie szuka lub że nie ma takiej możliwości. Wreszcie znalazłem firmę transportowo-spedycyjną w Tychach. 23 lutego złożyłem wypełniony przez pracodawcę wniosek o staż i czekałem 3 tygodnie na decyzję dyrektora PUP w Mikołowie.

Stawiłem się na rozmowę do PUP, ale pani kierownik poinformowała mnie, że ze stażu nic nie będzie, bo dostaję dofinansowanie na studia podyplomowe. Stwierdziła, że udzielono mi już pomocy w postaci dofinansowania na studia i że sfinansowanie stażu byłoby zbyt wielką pomocą udzieloną jednej osobie; że są inni bardziej potrzebujący pomocy; że jest wielu bezrobotnych powyżej 50 roku życia i inni, którzy nie rokują szans na zatrudnienie; stwierdziła że jestem obrotny i na pewno poradzę sobie z szukaniem pracy; zasłoniła się też niewystarczającymi środkami. Poinformowałem ją o tym jak przebiegało dotychczas moje poszukiwanie pracy, jakie są rezultaty, że ten staż ułatwiłby mi zdobycie tak potrzebnego doświadczenia zawodowego oraz że staż odbyty w 2009 jest nie wystarczający.

Brak doświadczenia zawodowego, a nie zły sposób poszukiwania pracy

Miałem deklarację pracodawcy, że zostanę zatrudniony po stażu. Taka deklaracja jest wymagana przez urząd w takich przypadkach jak mój. Jednakże żadne argumenty nie trafiały do pani kierownik, która stała na stanowisku, że ze stażu nic nie będzie; że być może nieefektywnie szukam pracy i że powinienem zmienić podejście i sposób szukania pracy. W tym celu zaoferowała mi usługi urzędowego Klubu Pracy, który przeszkoli mnie jak poszukiwać pracy. Zapytałem więc, co dla niej znaczy efektywne poszukiwanie pracy? I tutaj popłynął potok pokrętnych wyjaśnień, żebym w inny sposób szukał pracy, żebym zrobił coś z CV, zmienił podejście, itp. Zapytałem czy coś jest ze mną nie tak? Ponieważ nic nie rozumiałem. Byłem zdumiony tym co mówiła pani kierownik, gdyż mówiłem, że dużym problemem jest u mnie brak doświadczenia zawodowego, a nie sposób poszukiwania pracy.

Ponadto pani kierownik stwierdziła, że powinienem przemyśleć, co robię, gdy składałem wniosek o pierwszy staż i później o dofinansowanie studiów podyplomowych. Udzielona mi pomoc miała być i tak już duża. Rozumiem, że są też inni bezrobotni, że nie jestem jedyny. Tylko, że pomoc udzielona mi przez urząd nie zmieniła wcale mojej sytuacji.

Idiotyzmem i niedorzecznością dla mnie było zaoferowanie mi usług Klubu Pracy w momencie, gdy to ja sam wszystko zrobiłem, żeby znaleźć pracę, a w tym przypadku staż. Sam znalazłem pracodawcę i kontaktowałem się z nim. Urząd Pracy w ogóle nie pomógł mi w znalezieniu pracodawcy, przedstawił tylko jedną ofertę; nie skontaktowano mnie z doradcą zawodowym, gdy się zarejestrowałem jako bezrobotny, ani później, po kilku miesiącach mojego bezrobocia nie otrzymałem żadnej pomocy w wyznaczeniu ścieżki zawodowej. Kolejność oferowanych przez PUP w Mikołowie usług jest nieprawidłowa i bezsensowna. Zastanawia mnie czy wysłanie mnie przez PUP na ten staż jest aż tak ogromnym wsparciem jakie udzielił mi ten Urząd? A ponadto nie pomagają mi tylko mnie zniechęcają do podejmowania działania na rynku pracy.

Pytałem panią kierownik czy nie dało by się czegoś zrobić, żebym mógł iść na staż. Stwierdziła, że nie można. Szukając rozwiązania zaproponowałem, że pożyczę i zwrócę pieniądze zapłacone za drugi semestr studiów podyplomowych, tj. 1800 zł. Pani stwierdziła, że to nie jest takie łatwe, bo pieniądze już poszły na konto uczelni, ale nie wykluczyła takiej możliwości.

Zapytałem czy jak skończę studia podyplomowe i dalej nie będę miał pracy, to czy miałbym szansę na staż. Pani kierownik powiedziała, że jeżeli będę spełniał kryteria to taka szansa będzie, ale teraz nie ma takiej możliwości, bo nie mogę korzystać z dwóch form aktywizacji w jednym czasie.

Nie rozumiem takiego stanowiska, ponieważ kryteria stażowe spełniam obecnie, bo bez nich nie byłoby mowy o pozytywnej decyzji w sprawie stażu w firmie spedycyjnej. Wątpliwe jest żeby kryteria ustawowe zmieniły się do końca lipca (planowany termin ukończenia przeze mnie studiów podyplomowych), gdyż nie zmieniły się one zbytnio od uchwalenia ustawy o promocji zatrudnienia i rynku pracy.

Zastanawia mnie jak postępowanie tej urzędniczki ma się do promowania zatrudnienia. Tyle się słyszy o promocji zatrudnienia i działaniach podejmowanych przez urzędy pracy, a jak widać rzeczywistość jest diametralnie inna od składanych deklaracji. Rzuca mi się kłody pod nogi, podczas gdy staram się znaleźć wyjście z sytuacji. Jak ma się to do działań mających pomóc w znalezieniu pracy i rządowych pieniędzy w wysokości 300 mln złotych przeznaczonych na działania promocyjne na rynku pracy dla osób z wyższym wykształceniem w wieku 25- 30 lat, które mają problem ze znalezieniem pracy? Odpowiedz jest jedna. Nijak się mają.

Pomoc to fikcja

Pomoc urzędu pracy dla bezrobotnych, takich jak ja, chcących pracować jest fikcją. Jest to spychologia. Odsuwa się skuteczną pomoc w czasie, argumentując to zbyt małymi środkami i zbyt dużą pomocą udzieloną jednej osobie. Nieudzielenie mi wsparcia byłbym wstanie zrozumieć, gdybym wymigiwał się od współpracy z Urzędem, gdybym nie stawiał się na terminy i nie wykazywał chęci podjęcia pracy. Nie rozumiem takiego działania pani kierownik, ponieważ powinno jej zależeć na redukowaniu bezrobocia, a nie na trzymaniu bezrobotnego uzależnionego od urzędu. Chciałbym wreszcie skutecznie podjąć pracę a mimo to uniemożliwia mi się to. Nie zależy mi na zasiłkach otrzymywanych z kasy państwa tylko na znalezieniu pracy i samodzielnym utrzymywaniu się.

Podsumowując należy powiedzieć, że najlepiej nie robić nic samemu w kierunku znalezienia pracy tylko w całości zdać się na działania urzędów. Nie należy dążyć do aktywizacji samemu, bo a nuż się uda, a PUP uparcie dąży do pomagania tym, którzy pomoc odrzucają, a nie pomaga zainteresowanym podjęciem pracy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.