Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



List pani Anny czytaj tu, zaś wszystkie opinie internautów czytaj tu.

To jest historia wymyślona?

lula_lula: To nie fikcja. Moja przyjaciółka przeżyła to samo, tylko nie było jej stać na aborcję. Musiała urodzić bezmózgie dziecko, a potem jeszcze szpital odmówił wydania ciała. Zutylizowano je bez zgody matki. Nie rozumiem tego.

borabora3 Też znam tragiczny przypadek - młodzi, zdrowi, bogaci ludzie, pierwsze planowane dziecko, ciąża pod stałą kontrolą drogiego ginekologa i przy przyjmowaniu do szpitala na poród - diagnoza - płód ma bezmózgowie etc. Kazali rodzić naturalnie, mówiąc, że poród będzie jednocześnie pogrzebem, dziecko przeżyło potem jeszcze kilka dni w agonii. Nie życzę takiej tragedii nikomu i tego, co przeszła przez ten czas ta dziewczyna. Można by tego uniknąć, gdyby w Polsce państwowa opieka medyczna była na poziomie, niestety skazani na prywatne leczenie, nigdy nie wiemy na jakiej klasy lekarza trafimy.

To wina kleru, czy nasza?

benek231: Żyjemy w chorym, zakłamanym kraju! Ano dlatego, że znaleźli się wielebni, którzy wpadli na pomysł stworzenia "cywilizacji życia". Następnie zmanipulowali utworzenie polskiego państwa wyznaniowego, którego celem ma być wymazanie ze świadomości społecznej słowa "aborcja".

Te wszystkie rozbieżności pomiędzy prawem a praktyką, pani Anno, powstały jedynie w wyniku niemożności narzucenia społeczeństwu bezwzględnego zakazu aborcji - to by po prostu nie przeszło. Niemniej, w praktyce chodzi dokładnie o to: by kobieta nie miała wyboru i nie mogła korzystać nawet z tego bezdusznego prawa. By zmusić ją do rodzenia - bez względu na okoliczności. To wszystko przeciwko czemu oburza się Pani, to nie jest wina lekarzy i biurokratów. Oni po prostu boją się, o pracę, o bezpieczeństwo finansowe. To nie ich wina - to katolicki kler zgotował Pani ten los.

maura4 Jednak to wina i lekarzy, i nas wszystkich, bo to my pozwalamy na to. No właśnie, z tego strachu, choć niekoniecznie o pracę, z hipokryzji. Lekarze o pracę nie muszą się bać. Wprost przeciwnie. Są rozchwytywani. Wiem, bo mam w rodzinie troje lekarzy i następnych troje kształci się.

asiazlasu: Jednak to wina i lekarzy, i nas wszystkich, bo to my pozwalamy na to. I to jest sedno problemu.

anaisanais96: Jeśli ludzie nie występują z kościoła katolickiego to znaczy, że chcą nadal być katolikami i zgadzają się w większości wypadków z księżmi. To, że ty czy parę osób tu piszących jest antykatolickie, to nie znaczy, że całe społeczeństwo takie jest. Mamy demokrację, czyli rządzi większość, a większość jest katolicka.

Cywilizacja śmierci?

calahan77: Jak podchodzimy do kwestii aborcji? Jeśli sobie odpowiemy na pytanie czym jest prawdziwa miłość matki do dziecka, to nie znajdziemy w niej miejsca na tzw. egoizm matki przejawiający się chęcią zabicia dziecka i argumentowanie tego nieznośnym ciężarem w zajmowaniu się takim pokrzywdzonym dzieckiem.

Wiadomo, że takim dzieckiem mama się nie pochwali na Naszej klasie, nie kupi mu prezentu, aby zobaczyć w oczach dziecka radość z otrzymanej rzeczy itp., itd. No tragedia. Więc dziecko nie pasujące do wygodnickiego i egoistycznego "nowoczesnego świata" trzeba poddać zabiegowi "zakończenia ciąży". Ten sam egoizm oraz "poprawność" nakazuje używać terminów "zakończenie ciąży", "aborcja", bo określenie "zabicie" dziecka czy płodu jest niewygodne dla naszych egoistycznych sumień. Czy zadajemy sobie pytanie ile miłości może nauczyć rodziców takie upośledzone dziecko? To prawdziwy ekstremalny egzamin z miłości i życia. Niektórzy go nie zdają na samym starcie.

pan-dzikus: Ten "prawdziwy ekstremalny egzamin z miłości i życia" wymyślili żyjący w celibacie oszuści wyłącznie dla innych niż oni ludzi, w swoim osobistym interesie! To jest okrutne - traktować kobiety jak inkubatory, mające obowiązek cierpieć. Pytam: Ty sobie jaja jakieś robisz!?

ezri: calahan, a czy zadałeś sobie pytanie czy chciałbyś żyć, bez szans na poprawę stanu zdrowia? Ja nie chciałabym. Nie chciałabym też takiego losu dla mojego dziecka. Przerwałabym ciążę niezależnie od tego jak bardzo dziecko było chciane i oczekiwane. Nie chcę patrzeć na męczarnie ukochanego dziecka, w sytuacji gdy nic nie mogę zrobić i ze świadomością, że moja egoistyczna decyzja o donoszeniu ciąży dla mojego czystego sumienia jest przyczyną tych cierpień. Nie chciałabym umierać ze strachem o to jak w ośrodku dla upośledzonych dziecko (już nie dziecko) spędzi resztę życia i jak będzie tam traktowane.

A może chodzi o pieniądze?

hermina5: Czy zrezygnowałbyś dobrowolnie z możliwości zarobienia nie opodatkowanego 1500-2000 zł na lewo w 40 minut? Bo myślę, że niewielu by na to miało ochotę, więc klauzula sumienia tak się rozsypała nad Polską, że już 80 proc. ginekologów siedzi po prawicy Boga Ojca od 8-16. A prywatnie, po godzinach, zarabiamy na "cywilizacji śmierci" niezłą kasę.

Słowa otuchy

malmebyt0: Pani Aniu, Mogę serdecznie Pani współczuć z powodu przeżyć związanych z tak trudną decyzją i delikatną w sferze uczuć sytuacją. Mogę sobie wyobrazić co przeżywacie razem z mężem.

Nauczkę trzeba wyciągnąć, że w razie wątpliwości trzeba się wypytywać dookoła. Wy to już wiecie. Pragnę Pani i Mężowi dodać otuchy i napisać, abyście się nie poddawali w dążeniu do bycia rodzicami. Nie musicie decydować się od razu na kolejną ciążę, bo przecież musicie dojść do siebie po stracie dziecka, jednakże nie przekreślajcie siebie w roli rodziców.

Jestem lekarzem, jednocześnie matką dwóch synków, na których czekałam 10 lat, bo tyle lat trwała moja walka o zajście w ciążę. I też wiem, co to badania genetyczne i obawa o zdrowie dzieci. Proszę mi wierzyć, że każda ciąża przebiega inaczej i w Waszym przypadku następne dziecko może być zupełnie zdrowe. Myślę, że powinniście się zgłosić do dobrego ginekologa, który znając Waszą przeszłość doradzi Wam, czy nie należy wykonać badań genetycznych, i ocenić ryzyka urodzenia chorego dziecka.

Piszę ze szczerego serca, bo wzruszyła mnie Pani smutna historia. Nie poddawajcie się, rodzicielstwo jest naprawdę piękne, choć ciężkie (noce nieprzespane, dziecko płaczące i inne problemy), daje ogromną radość i poczucie spełnienia. Może dla dodania wiary w to co piszę powiem, że w wieku 37 i 39 lat urodziłam zdrowych chłopaków. Z całego serca życzę Państwu siły oraz wiary, że będzie lepiej i że gdzieś tam w niebie czekają na Was małe duszyczki, które na Ziemi będą Waszymi pociechami. Powodzenia.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.