Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Artykuł "Kto wygrał pod Wiedniem"?

Mój ojciec walczył w kampanii wrześniowej jako artylerzysta-kawalerzysta i zarazem łącznościowiec nad Narwią w ramach 18 Dywizji Piechoty. Po przełamaniu frontu i przegranej bitwie na Czerwonym Borze dostał się do niewoli w Prusach Wschodnich. Jak rana się podgoiła - postanowił w Święta Bożego Narodzenia uciekać na Mazowsze przez granicę w okolicach Kolna. Ten odcinek granicy, wtedy z ZSRR, był dobrze strzeżony i niestety złapano uciekinierów ogrzewających się w tę srogą zimę przy ognisku w środku lasu. Tym razem wysłano ich do obozu o zaostrzonym rygorze w Dolnej Saksonii - niedaleko holenderskiej granicy.

Tam panował system podwójnego zabezpieczenia - miejscowi Niemcy stanowili załogę wewnątrz obozu, a służbę wartowniczą obsadzono Austriakami i Bawarami puszącymi się, że to oni wydali z siebie tak genialnego wodza jak Hitler. Polacy ze swoim szkolnym niemieckim szybko weszli w rolę tłumaczy przy drobnych interesikach, jakie obie grupy Niemców załatwiały między sobą. Na dodatek mój ojciec wykonał małe przedstawienie - z pełną premedytacją - że istnieje konflikt między katolikami i protestantami. W czasie sprzeczki obu grup dowartościował tubylców - mówiąc, że gdyby nie Polacy pod wodzą swojego dzielnego króla Sobieskiego i oczywiście własnego pra-pra dziadka nie pomogliby Austriakom, to oni by już dawno leżąc plackiem w meczetach mówili "Insz Allah". Było to celne uderzenie w świadomość historyczną Austriaków i Bawarów, ale też dowartościowało Saksończyków.

O tyle było to prawdopodobne, że jeden z członków rodziny ze strony babki (z domu Mościckiej) jako historyk dotarł do dokumentu z 1681 roku, w którym na żonę przepisywał majątek pod Wyszkowem, gdyby nie wrócił z wojny przeciw Turkom.

Od tamtej pory Herr Kazyk (Kazik) mógł liczyć na drobne usługi u tubylców (nie rewidowanych) na zewnątrz obozu z czego korzystano jeszcze przez parę miesięcy.

Niestety kontrwywiad niemiecki wpadł na ślad tej kooperatywy i mój ojciec został po zwycięstwie nad Francją przeniesiony karnie do kopalni w Belgii. Niemcy polskich jeńców dodatkowo upokorzyli konwojując między szpalerem Belgów zobowiązanych do rzucania grudami ziemi na tych "co spowodowali wojnę". Trzeba było paru miesięcy, żeby Belgowie przypomnieli sobie, co z nimi robili Niemcy w poprzedniej wojnie i nabrali do polskich jeńców szacunku - idąc za przykładem zamieszkałych tam rodzin polskich górników.

Na koniec jeszcze wspomnę, że w 300-setną rocznicę odsieczy wiedeńskiej - będąc już na emeryturze ojciec mój wystąpił jako statysta w filmie, który wtedy nakręcano w roli senatora I Rzeczpospolitej. Choć najbardziej cenił sobie rolę w filmie wg scenariusza Stawińskiego, o dniu emeryta w okupowanej Warszawie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.