Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



1. Ciężko krytykować jedynie uczelnie w oderwaniu od wcześniejszych etapów edukacji. Moje zarzuty pod adresem szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum:

- zabijanie kreatywności: wtłaczanie w 'z góry' utarte schematy/słynne: 'co autor miał na myśli', uczenie myślenia odtwórczego;

- brak motywowania uczniów do poszerzania horyzontów myślowych we własnym zakresie - o ile nauka nie będzie wynikać z WEWNĘTRZNYCH potrzeb o tyle nigdy nie będzie naprawdę skuteczna, tym bardziej, że motywy zewnętrzne: presja rodziców, perspektywy na dobrą pracę, dobre oceny będą odnosić coraz mniejszy skutek w dobie wszechobecnej rozrywki i substancji psychoaktywnych;

- serwowanie spłaszczonej perspektywy: w naukach humanistycznych - np. uwypuklanie doniosłej roli Polski w historii świata, nieporuszanie tematów niewygodnych, brak kreślenia wersji wydarzeń z innych punktów widzenia; w naukach przyrodniczych - powierzchowne przedstawianie zjawisk, nie przedstawianie kontekstu historycznego (szczególnie w przypadku matematyki), często nauczanie wiedzy zdezaktualizowanej nie poruszając słowem kwestii, że istnieją teorie w sposób pełniejszy wyjaśniające dane zjawisko;

- nieadekwatny system oceniania: 1) bardzo często ocena zależy od subiektywnej interpretacji nauczyciela; 2) wyrabianie w uczniu przekonania, że sam akt oceniania jest czymś naturalnym: może skutkować to ferowaniem pochopnych wyroków - nawet wówczas, gdy nie ma się zielonego pojęcia w materii, która podlega ocenie; 3) wyrabianie przekonania, że nie jest ważne 'to co w głowie, a to jaką się ma ocenę';

- propagowanie idei indywidualizmu: brak nauczania współpracy, rozliczanie z indywidualnych osiągnięć - skutkuje nadmiernymi zachowaniami egoistycznymi w przyszłości;

- zbyt silnie położony nacisk na bezsensowne zapamiętywanie: w obecnej dobie krytycznego znaczenia nabiera umiejętnością wyszukiwania informacji, a nie recytowania 'z pamięci';

- brak wyrabiania umiejętności KRYTYCZNEGO MYŚLENIA (moim zdaniem najbardziej przykry aspekt).

2. Niestety z moich doświadczeń jako studenta wynika, że większość studentów uczelni państwowych, o prywatnych nie piszę, bo nie znam, charakteryzuje się następującymi cechami:

- przypadkowy wybór kierunku studiów: nie kierowanie się własnymi pasjami - gdyż jak już istnieją to najczęściej ograniczają się one do kilku browarów, co raczej 'zdroworozsądkowymi' argumentami w stylu: te studia dadzą mi dobrą pracę, będę mieć papier itp.

- dążenie do zaliczenia jak najmniejszym kosztem i na jak najwyższą ocenę: najlepiej nie chodząc w ogóle na zajęcia i nie troszcząc się czy przy okazji się człowiek czegokolwiek nauczy;

- brak jakichkolwiek zahamowań przed zachowaniami niemoralnymi np. ściąganiem - 'bo w końcu trzeba jakoś się odnaleźć w tej dzikiej rzeczywistości';

- nie poszerzanie zainteresowań we własnym zakresie - gdyż ich najczęściej brak;

- duża doza niechęci przed sytuacjami wymagającymi kreatywności i krytycznego myślenia - bezkrytyczne przyjmowanie tego co powie nauczyciel akademicki (choćby paplał bezsensu);

- brak wiary we własne umiejętności - moim zdaniem najbardziej przykry aspekt.

Zdaję sobie sprawę, że istnieje dość dużo wyjątków od powyższej charakterologii, aczkolwiek z moich doświadczeń wynika, że bardzo rzadko można spotkać studenta, który bezgranicznie oddany jest idei studiowania, którą ja osobiście pojmuję jako rozwijanie się na płaszczyźnie intelektualnej, duchowej i fizycznej. Nie zamierzam tutaj się wywyższać, czy kogokolwiek oceniać - stwierdzam jedynie jak portret 'przeciętnego studenta' wygląda z mojej perspektywy.

3. Studia.

3A. W 2008 roku ukończyłem wieczorowe, płatne studia licencjackie na UW na kierunku filologia niemiecka specjalność tłumaczeniowa. O dziwo, pomimo, że na ostatnim egzaminie z praktycznej nauki języka niemieckiego powiedziano mi, że powinno być '2', nie przeszkodziło to, w wystawieniu mi na dyplomie oceny 'bardzo dobrej' - egzaminatorem jak i recenzentem pracy była ta sama osoba!

Moim zdaniem faktycznie powinno być 'dwa', bo moje umiejętności językowe w zakresie j. niemieckiego rozwinęły się w stopniu bardzo znikomym przez trzy lata studiowania. Jednakże owa 'dwója' należała się w pierwszej kolejności UW, gdyż na uczelni panował klimat nie sprzyjający studentowi. Ok. 50 proc. zajęć było totalną stratą czasu, bardzo często odwoływano zajęcia, notorycznie łamano regulamin studiów.

Myślałem, że może jest to domeną studiów wieczorowych, aczkolwiek równie krytyczne uwagi pod adresem wydziału padały z ust studentów dziennych...

Frustracja narastała we mnie przez długi czas, aż w listopadzie ubiegłego roku postanowiłem wystosować pismo do Dziekana o zwrot wyłudzonych pieniędzy - przez miesiąc nie otrzymałem odpowiedzi, więc kolejnym krokiem było wystosowanie pisma do JM Rektora UW. Pani Rektor obiecała, że się sprawą zajmie - skłamała. Moje niezwykle krytyczne uwagi nie wywarły żadnego wpływu ani na sposób prowadzenia zajęć, ani na kwestię przestrzegania regulaminu studiów (pierwszy z brzegu przykład: na studiach zaocznych - płatnych przesunięto sesję o jeden zjazd tak, że w semestrze odbył się jeden zjazd mniej niż wynikałoby to z harmonogramu).

3B. We wrześniu 2008 roku rozpocząłem studia II stopnia dzienne na SGH na kierunku Międzynarodowe Stosunki Gospodarcze - w kwietniu 2009 byłem zdegustowany bezsensem 60-70 proc. zajęć prowadzonych na tej uczelni, jak również samym sposobem ich prowadzenia. Mogę przedstawić wiele krytycznych uwag (choć obrona jeszcze przede mną) pod adresem wielu nauczycieli akademickich, którzy pomimo posiadania stopnia dr, dr hab. czy nawet prof. prezentują nie tylko żenująco niski poziom wiedzy z zakresu, z którego są rzekomo specjalistami, ale również - i szczerze powiedziawszy nie wiem co gorsza - żenująco niski poziom standardów moralnych (jednym z moich wykładowców był m.in. Adam Glapiński, który jawnie akceptuje korzystanie z niedozwolonych pomocy naukowych podczas (pseudo) egzaminu. Przeciwwagę na szczęście stanowi bardzo wąska grupa oddanych i kompetentnych dydaktyków (około 10-20 proc. kadry), dzięki którym - moim zdaniem - SGH tak dobrze wypada w rankingach. Dodam tylko, że 2006 roku ukończyłem 2-letnie Państwowe Studium Stenotypii i Języków Obcych na kierunku Handel Zagraniczny i pomimo, że duża część zajęć mijała się z jakimkolwiek celem, to muszę przyznać, że w szkole tej pozyskałem więcej praktycznych umiejętności niż na 'prestiżowym' SGH...

3C. Trzy tygodnie temu rozpocząłem studia na PW na kierunku Computer Science. I tu dostrzegam pewne mankamenty, aczkolwiek w końcu odnoszę wielką radość z uczęszczania na zajęcia i dochodzę powoli do wniosku, że jedynie wykształcenie techniczne stymuluje rozwój intelektualny sensu stricte. Umiejętności rozwiązywania problemów nie da się 'wyklepać na blachę' - stąd też, być może, tak małe zainteresowanie kierunkami technicznymi...

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.