Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wielce Szanowna Pani, z ogromnym zainteresowaniem przeczytałem Pani wypowiedź o początku wojny "Klęska jest klęską". Zgadza z moimi odczuciami.

Jako żołnierz batalionu Chrobry I brałem udział w walkach na Woli, Starym Mieście i na Przyczółku Czerniakowskim. Gdy wyszedłem z życiem z ruin Warszawy, ostatnie, co mogłoby mi wówczas przyjść do głowy, to to, że byłem współtwórcą moralnego zwycięstwa.

W latach siedemdziesiątych, już mieszkając w Ameryce, w książce "Mrówka na Szachownicy" opisałem, czego sam doświadczyłem i co zobaczyłem. Otrzymałem pozytywne recenzje od Tomasza Jastruna ("Życie Warszawy") i od prof. Jerzego Krzyżanowskiego ("Tydzień Polski", Londyn) oraz ostrą, napastliwą krytykę anonima podpisanego jako Akowiec z Kraju ("Gwiazda Polarna", USA). Listy podnoszące walory mych wspomnień otrzymałem od Wacława Jędrzejewicza, dyrektora Instytutu Piłsudskiego w Nowym Jorku; Jana Nowaka-Jeziorańskiego; Jana Karskiego; Sławomira Mrożka; J.N. Zawodnego.

Reakcje byłych powstańców były mieszane - pochlebne i krytyczne. Moi najbliżsi towarzysze broni (większość poległa) powitali książkę jako rzeczywisty obraz tego, co się działo i czego sami doświadczyli (książka jest dostępna na stronie internetowej www.kurdwanowski.pl).

Ludziom, którzy w Powstaniu Warszawskim stracili rodziny, przyjaciół, własne zdrowie, poszli na tułaczkę, trudno przyznać sobie samym i innym, że to wszystko poszło na marne, że Powstanie było błędem. Dlatego doszukują się pozytywów; że PW ocaliło Europę przed sowiecką okupacją, że Warszawa i tak byłaby zniszczona, mieszkańcy wymordowani, więc przynajmniej pokazaliśmy światu jak my, Polacy, potrafimy bohatersko walczyć o wolność; że gdyby nie PW, Polska stałaby się siedemnastą sowiecką republiką i nie byłoby "Solidarności". "Gdyby nie PW, do dziś mielibyśmy kaca" - jak napisał jeden z historyków.

Wiedeński psychiatra Viktor Frankl, więzień Oświęcimia, który stracił tam rodzinę, na podstawie przeżyć napisał książkę "Man's Search for Meaning". Napisał w niej, że ludzie znoszą cierpienia lepiej, jeśli te cierpienia przyniosły coś pozytywnego, i stworzył nowy typ psychoterapii - "logotherapy".

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, wielokrotnie odwiedzając Warszawę, zauważyłem narodziny mitu Powstania, jego wzrost i rozpowszechnianie. Obserwując to zza oceanu, zastanawiam się, dlaczego Polacy wyprodukowali ten mit, czy nie po to, aby mieć lepsze samopoczucie po klęsce? Jakby już nie widzieli innych wartości. Dla mnie naród polski po Powstaniu, bez Warszawy, to orzeł z obciętą głową i żaden mit tego nie odmieni.

Z głębokim szacunkiem

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.