Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Od paru lat mamy zwielokrotnioną liczę aut na drogach przy jednoczesnym braku infrastruktury autostrad i tej alternatywnej (kolej, metro, ścieżki rowerowe).

Jak w każdej sytuacji zatłoczenia, także ludzie za kierownicą reagują nie inaczej jak zwierzęta w stadzie, zaczyna się rywalizacja i agresja, każdy chce być pierwszy.

Na szybki rozwój dróg w Polsce nie ma szans, więc jedynym rozwiązaniem jest dotarcie do świadomości kierowców tak aby jednak przestrzegali przepisów.

Można to zrobić na dwa sposoby:

1) poprzez uświadomienie, że łamiąc przepisy a w szczególności przekraczając prędkość, wymuszając pierwszeństwo nie myślą i stają się

potencjalnymi mordercami, zakładnikiem własnych emocji.

2) poprzez zastraszenie dotkliwą karą, jaka może ich spotkać

Sposób pierwszy choć humanitarny i pożądany jest nierealny, bardzo kosztowny, nie do końca skuteczny i przynosi efekty dopiero w długim terminie. Sposób drugi jest bardzo tani i bardzo skuteczny. Wręcz banalny a jednak twardość głów urzędników jest ogromna. Sam wysłałem wiele listów do różnych urzędów, jednak bez rezultatu. Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego stoi nawet na stanowisku, że nie trzeba podnosić kar, bo nie one odstraszają kierowców, ale fakt nieuchronności kary i wydają nasze pieniądze stawiając coraz to nowe fotoradary.

Zabawne i tragiczne jednocześnie. Przez takie przekonania władz codziennie giną ludzie na drogach, bo dla kierowców morderców 500zł nie stanowi żadnej kary, a może upomnienie. Jeśli kogoś stać na auto za 100tys zł, to stać go również na taki mandat, a CB radio sprawia, że dostać go jest coraz trudniej. Policja jest w takiej sytuacji bezradna.

Jestem kierowcą i za każdym razem boję się o bezpieczeństwo moje i bliskich, gdy mam jechać autem. Jest takie powiedzenie: "Nie ma kary, nie

ma miary." Wysokość kar dla kierowców za sprowadzanie niebezpieczeństwa na innych w Polsce jest dalej śmieszna. To jest prawdziwa przyczyna,

prowadząca do tego ze za kółkiem każdemu się wydaje że jest Robertem Kubicą - nie myślą o karze bo to żadna kara.

Wzorując się na krajach zachodnich, kary powinny zostać drastycznie podniesione. Zróbmy to najlepiej wzorem Finlandii, gdzie są proporcjonalne do zarobków.

Recydywiści powinni zostać traktowani jako przestępcy, bo de facto nimi są. Przepadek auta, więzienie albo prace społeczne (opłacane z ich kieszeni - niech się tym zajmie urząd skarbowy) i nie może być mowy o niskiej szkodliwości czynu.

Rozwiązanie banalne, tanie i skuteczne. Może ludzie przestaną się spieszyć i warczeć, a zaczną do siebie uśmiechać zza kierownicy. A tych co lubią prędkość i szaleństwo zapraszamy na tory wyścigowe - tam może nie zabiją innych.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.