Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Drodzy Redaktorzy Gazety

To mój mały wkład w dyskusję. Prezentuję prawie auto-cytat z wątku, który założyłem na forum "Bezpieczeństwo na drodze"

Link do wątku



Siedem zachowań i rozwiązań infrastruktury niegroźnych, acz uprzykrzające życie na polskiej drodze:

1. Kierowcy zjeżdżający z małych rond (oznakowane także znakiem A-7 "Ustąp pierwszeństwa przejazdu") sygnalizujący swe zamiary za późno lub wcale, przez co inni kierowcy na owe rondo wjechać nie mogą.

2. Kilkusetmetrowe podwójne ciągłe i wysepki za skrzyżowaniami, przez co należy rozpędzać się od 0-50 w dwie minuty, zgodnie z możliwościami pojazdów przed nami, kiedy przeciwny pas przed nami pusty. Znak "P3: linia jednostronnie przekraczalna" byłby lepszy.

3. Trzyletnie znaki po robotach drogowych.

4. Znaki (inne niż informacyjne lub ostrzegawcze) postawione tygodnie przed robotami drogowymi.

5. Oznakowania całodobowe w miejscach, gdzie ruch jest okresowy, np. w szczycie lub za dnia. Przykład: wylot z miasta, wąsko, ciasno, brukowato (czyli wolno, inaczej nie da rady), skręt w lewo zabroniony, bo blokowałby ruch na wprost. Blokowałby jednak od godz. 06.00 do ok. 19.00. W pozostałych godzinach już nie. Ale w lewo skręcać nie wolno. Dla dociekliwych - wyjazd DK94 z Wrocławia przez Leśnicę.

Analogicznie: ograniczenie prędkości 30km przed szkołą. W pobliżu policjanci z radarem. W niedzielę wieczorem.

6. Skrzyżowania bez zielonej strzałki dla skrętu w prawo.

7. Sygnalizator świetlny na prawoskręcie (za którym jest rozbiegówka) na wolnym od pieszych skrzyżowaniu w terenie niezabudowanym. Znak A-7 "Ustąp pierwszeństwa przejazdu" w 100% wystarczy, ale po co upłynniać ruch? Tak na marginesie, w Polsce zlikwidowano stałe zielone strzałki, bo w UE ich nie było, a w Niemczech instaluje się je, bo są dobrym rozwiązaniem.

Trzy zachowania bardzo niebezpieczne:

8. "[...]Nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, które mogłyby dostatecznie obelżywie określić[...]" kierowców przyspieszających będąc

wyprzedzanymi.

9. Ten sam słownik jest zbyt łagodny na kierowców wyprzedzających na trzeciego na wąskich drogach bez poboczy (tak, tak, są tacy!) zmuszających tych z naprzeciwka do zwolnienia lub zatrzymania się.

10. I na koniec: wyprzedzający na trzeciego pojawiający się znienacka, zza zakrętu, górki itp.

O niezakłopotanych posłach mających w poważaniu prawo, które sami stanowią, pisał nie będę, bo leżącego się nie kopie

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.