Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
I dodam, że każda kierownica staje się taka - nawet rowerowa. Oto kiedyś zatrzymałem się na przejściu dla pieszych (jako pieszy), bo nie zdążyłem przed czerwonym i byłem świadkiem jak jadący na rowerze wyprzedził samochód (prawą stroną), który zatrzymał się przed przejściem, by przepuścić spóźnionych pieszych. Rzucił tenże starszy wiekiem rowerzysta w kierunku kierowcy zmotoryzowanego: "a jedźże bucu, na czerwonym idą" (Kraków, skrzyżowanie Blich i Grzegórzeckiej).

Mam nadzieję, że ten rowerzysta nie dotknie w życiu kierowcy samochodu, ponieważ nie wiem jak wyobrażał sobie dalszą jazdę - zapewne po pieszych. Ale co gorsza, i nie jest to takie nieprawdopodobne, zatem jeszcze straszniejsze, że ten rowerzysta już jednak niestety jeździ samochodem.

Wiele razy obserwuję też rowerzystów przejeżdżających przed nosem pieszych idących po swym przejściu - pewnie rowerzysta uważa, że rower jest święty względem samochodu.

Nie piszę tego po to, by urągać rowerzystom, bo sam nim jestem, ani dobrym kierowcom, bo też prowadzę samochód, chcę tylko pokazać, że nawet i takie łagodne "kierownice" dają niektórym jednostkom poczucie jakiejś władzy.

Czy to kierownica wyzwala w niektórych takie instynkty? Myślę, że zalążki chamstwa i agresji trzeba w sobie mieć, a przeniesione na odpowiednie narzędzie wywołują spustoszenie. Niektórzy pewniej się czują z pistoletem lub groźnym psem i przy odpowiedniej okazji ich używają - zatem podpada to pod tę samą kategorię.

Dlatego takim indywiduom nie powinno się dawać do ręki kierownicy, psa ani pistoletu.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.