Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Zapewne ten list wyląduje z słynnym "redakcyjnym koszu", ale jednak postanowiłem sobie "ulżyć".

Dla autorki kancelaria odszkodowawcza to taki "śpekulant"! Bierze prowizję za swoje usługi! Czyli oczywiście odszkodowanie, które realnie otrzymuje poszkodowany jest pomniejszone o wartość prowizji. Tak samo, jak bułka przywieziona na miejsce była 20 proc. droższa niż ta, po którą trzeba iść (lub jechać) 7 km! Niby proste - ale autorkę to oburza! A przecież nikt nie zabrania "iść po bułki" lub samemu starać się o odszkodowanie bezpośrednio u ubezpieczyciela.

Prowadzenie spraw "za prowizję od odszkodowania" jest znane od czasów Dickens'a kazus "Bardel v/s Pickwick". Kancelaria prowadzi sprawę na własny koszt i ryzyko (nie pobiera żadnych opłat od zlecającego). W przypadku wygrania sprawy pobiera uzgodnioną prowizję (np. 30proc.). W przypadku przegrania - klient nic nie płaci, wszelkie koszty pokrywa kancelaria. Prowizje są dość wysokie - bo muszą pokryć także wpisy, koszty przegranych spraw itp.

Czy takie kancelarie są potrzebne? Świat zweryfikował - tak. Czy autorka pamięta film "Erin Brockovich" z Julią Roberts? Działają one w wielu krajach. Zazwyczaj dość skutecznie - tak, że w efekcie ich klienci otrzymują (nawet po odliczeniu prowizji) większe odszkodowania niż oferowane przez firmy ubezpieczeniowe. Oczywiście trafiają się i przegrywane sprawy.

Proponuję, aby w ramach uczciwości dziennikarskiej autorka przeszła kurs likwidatorów lub weryfikatorów szkód - nawet w PZU. Dopiero będzie miała o czym pisać i nauczy się, jak zmniejszyć do absolutnego minimum wielkość wypłacanych odszkodowań! I jak na tym zarabiać! To jest dopiero nabijanie klienta:

- OC jest obowiązkowe. Musisz płacić i już. Czyli ubezpieczalnia kasę zgarnia tak jak państwo podatek! Jak wycofano przepis o zabieraniu auta bez OC, to PZU itp. leją do dziś krokodyle łzy!

- Ryzyko ubezpieczyciela jest obliczane z dużym marginesem. PZU zawsze zarobi!

- Likwidatorów szkoli się jak znajdować powody odmów lub redukcji odszkodowań (cięcie kosztów).

- PZU ma do dyspozycji tabun radców prawnych - a klient zazwyczaj jest sam i często skołowany po wypadku. Sytuacja komfortowa dla ubezpieczyciela (PZU, Compensa, Hestia itp.). A tu pojawia się jakaś wyspecjalizowana kancelaria - i to międzynarodowa! Zamiast potulnego, zastraszonego klienta - żądni krwi adwokaci (pracują przecież na prowizji).

Co się dziwić, że ubezpieczyciele płaczą? Skończyły się złote czasy bezkarnego nabijania w butelkę ofiar stłuczek i wypadków - polska specjalność! Wybrana przez ubezpieczycieli metoda obrony: Głośny wrzask (z pomocą prasy i innych mediów) - "Łapaj złodzieja". Im głośniej pokrzyczymy - tym łatwiej będzie ukryć nasze grzeszki.

Otóż nie! Znamy was już jak zły szeląg! Po kilku doświadczeniach z przeszłości oświadczam - z zimną krwią napuszczę na was - ubezpieczycieli najbardziej agresywną kancelarię (szkoda, że USA nie należą do Unii Europejskiej) prawną. Niech was oskubią do rosołu! Nauczycie się szanować swych klientów nie tylko w chwili wduszania im polis!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.