Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Nie chcę i nie zgadzam się, by ktoś, dla promocji swojej osoby i pieniędzy, deptał i pluł na pana Wałęsę (równocześnie depcząc i plując pamięć moich dziadków). Nie chodzi o fakty, dokumenty, śledztwa, dochodzenia i wyroki, ale o sposób w jaki panowie Centkiewicz i Gontarski promują się również moim kosztem.

Mam 21 lat. My, młodzi, mamy inne podejście do byłych (i obecnych) komunistów, "esbeków", teczek i lojalek. Wraz z rówieśnikami nie zastanawiamy się nad agenturalną przeszłością czołowych polityków - dla nas to tylko grzebanie się w przeszłości, kolejny rozdział w podręcznikach historii.

Ale nasi najbliżsi ginęli dla tej idei, której pan Wałęsa jest symbolem, i zasługują na najwyższy szacunek i delikatność (czy można kogoś delikatnie poniżyć i zbeszcześcić?). Wiem to nawet ja, przedstawicielka pokolenia "Nic" i "tej niewychowanej, ignoranckiej młodzieży".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.