Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
Wspieramy kobiety. Redakcja "Wyborczej" o strajku 3 października
Strajk na żądanie? Jak wziąć wolny dzień, by protestować w czarny poniedziałek

Maria

Wezmę udział w czarnym poniedziałku, bo mam prawo zabierać głos w sprawach swojej przyszłości, swojego zdrowia i ciała.
Bo pragnę mieć dziecko. Bo w trakcie ciąży chcę mieć prawo do wszystkich badań, pełnej diagnostyki płodu. Bo chcę wiedzieć, czy moje dziecko będzie zdrowe. Chcę mieć prawo do decyzji, czy urodzę, gdyby okazało się, że płód obciążony jest ciężkimi wadami. I by każda inna kobieta miała do tego prawo. Bo chcę, by każda z nas miała prawo decydować, czy jej sytuacja społeczna i osobista pozwalają jej urodzić. Bo gdyby okazało się, że mam problem z zajściem w ciążę, to chcę mieć dostęp do in vitro, którego niemal zupełny zakaz także jest teraz rozważany w Sejmie. A niepłodność dotyczy coraz większej liczby par. Jak można odbierać im dostęp do najskuteczniejszej metody umożliwiającej posiadanie dzieci?
To prawda, bardzo możliwe, że trzeba będzie znacznie więcej niż jednodniowego protestu, by posłowie usłyszeli nasz wyraźnie brzmiący głos sprzeciwu. Ale to nie jest czas na krytykę - każda forma protestu ma znaczenie, kiedy ktoś robi zamach na nasze prawa, życie i zdrowie.
Dlatego pamiętajmy, że każda z nas może coś zrobić. Jeśli nie możesz opuścić tego dnia w pracy - ubierz się na czarno, wepnij czarną wstążkę w ubranie, porozmawiaj z koleżankami z pracy. Rozmowa, empatia, wsparcie są naszą bronią. Przełammy mur milczenia i hipokryzji wokół tematu aborcji.



Ola

Mam trzydzieści lat i mieszkam poza granicami Polski już jakiś czas. Sprzeciwiam się temu choremu projektowi nie tylko w swoim imieniu, ale tez w imieniu moich koleżanek, współpracownic oraz mojej przyszłej córki. Być może ona będzie chciała odwiedzić kraj swojej matki i wybierze ten kraj na swój przyszły dom. Dlaczego Polska ma być gorsza od kraju jej ojca (wolnego, liberalnego, szanującego kobiety, jak żaden inny na świecie)?
Protestuję też w imieniu mojego partnera, wyrozumiałego, tolerancyjnego mężczyzny, który wspiera każdy mój wybór. I nie, nie dokonałam aborcji sama. Dokonaliśmy jej wspólnie, bo dziecko bierze się z dwojga ludzi. To był nasz wspólny wybór, dany nam przez mądrych lekarzy. Bez oceniania, bez zwiększania poczucia klęski i winy. Z pełną, legalną diagnostyką i w poszanowaniu mojego ciała i mojej wolności. Tego chcę i tego życzę wszystkim kobietom. Wolności i poszanowania ich wyboru - jakikolwiek by on był.



Aga

Jestem kobietą, jestem matką, jestem też nosicielką genu mukowiscydozy. I mój mąż jest nosicielem, i córka, nastolatka, też jest nosicielką. Gdybym teraz zaszła w ciążę, to byłaby to moja piąta ciąża, ale córkę mam jedną. Taką smutną historię w sobie nosimy - śmierć dziecka (córeczka miała zaledwie cztery latka, gdy zmarła) i dwa poronienia. To się zdarza, trafiło na nas.
Nie walczę o aborcję! Aborcja to ostateczność. Walczę o dostęp do antykoncepcji, walczę o dostęp do badań prenatalnych oraz rzetelnej opieki medycznej dla siebie oraz dla córki. Boję się o życie i zdrowie swoje i swojej córki. W poniedziałek jako pracodawca strajkuję. Biorę ze sobą córkę. Będziemy w Łodzi oraz po południu w Pabianicach. Nic o nas bez nas! Ten rząd obalą kobiety!



Joanna

Mam wspaniałego męża i synka. Ten protest jest dla mnie bardzo ważny, to mój głos wolności. Czytam artykuły, wypowiedzi ludzi, którzy są przeciw i za nową ustawą antyaborcyjną, i nie rozumiem potrzeby zmiany ustawy. Rozwiązuje ona problem w 100 proc. Nikt nas, katolików, nie zmusza do przerywania ciąży, nikt nie odbiera nam potrzeby donoszenia ciąży z góry skazanej na śmierć matki czy dziecka. Nikt nie propaguje aborcji, większość ludzi potępia to rozwiązanie i dopuszcza do niego tylko w wyjątkowych sytuacjach jak w obecnej ustawie. Wiem, że są silni ludzie, którzy potrafią przez to przejść i w nieludzkim cierpieniu noszenia pod sercem umierającego dziecka potrafią przyjąć los z pokorą godną męczennika. Tylko nie każdy chce nim być, każdy ma własne sumienie, własne wyznanie. Kim my, katolicy, jesteśmy, żeby narzucać innym swoje poglądy? Nasza religia jest z gruntu dobra, pełna przebaczenia i zrozumienia dla słabości. Dlaczego katolicy tak na siłę chcą zbawiać świat? Bóg tak nie postępuje, Jezus też nie, to w imię kogo walczą? W myśl nowej ustawy każde poronienie będzie kończyło się sprawą w sądzie. Czyli wszystkie matki zaraz po tym traumatycznym doznaniu, pełne cierpienia, trafią pod sąd i zacznie się rozpatrywanie o umyślnej lub nieumyślnej śmierci dziecka. I w tym miejscu ustawa trafia w nas wszystkich i rani niewinnych. Nie zgadzam się na to. Żyjmy sobie każdy we własnym wyznaniu, z własnym sumieniem. Każda kobieta, która dokonała aborcji, stanie przed Bogiem sama i on ją osądzi, i jeżeli każda z nich trafi do piekła, to ja nie chcę być w takim niebie.





Napisz do nas, dlaczego ten strajk jest dla Ciebie ważny? Czekamy na opinie i pomysły pod adresem: listy@wyborcza.pl.




REGULAMIN użytkownika "Gazety Wyborczej" >>>

Szanowni Państwo, kontynuujemy prace nad systemem komentarzy i ich ocen. Wspólnie możemy sprawić, że nasze forum będzie miejscem przyjaznym i wolnym od agresji.

Pomóżcie nam:
- nie dyskutujcie z trollami,
- jeśli widzicie komentarze, które powinny być skasowane, zgłoście je moderatorowi poprzez kliknięcie kosza przy wpisie,
- wpisy i uwagi do systemu moderacji przysyłajcie mailem na adres forum@wyborcza.pl.

Dziękujemy.



Znajdziesz nas na Twitterze, Google+ i Instagramie
Jesteśmy też na Facebooku. Dołącz do nas i dziel się opiniami.
Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.